28.01.2015

Rozdział 8.

10 komentarzy:
-Carla nie powinniśmy..- mamrocze mi do ust, kiedy ja zdzieram z niego koszulę.
-To się nie liczy, rozumiesz? Zapomnij.- mówię przez zaciśnięte zęby i wpijam się w jego idealnie dopasowane do moich usta. Zdejmuję z niego ciuchy i leży pode mną w całkowicie odmienionej formie. Jest bardziej umięśniony, doszły kolejne tatuaże, ale kiedy zobaczyłam datę... kolejną datę na jego ciele, sparaliżowało mnie. Justin pobiegł za moim wzrokiem i wzdychając zasłonił prawą, dolną część brzucha.
-Nie rozmawiajmy dzisiaj o tym.- prosi, a ja zamykam oczy, powstrzymując je od płaczu. Przełykam ślinę, oddycham wolno, a kiedy otwieram je znowu, budzi się we mnie całkowicie inna osoba. Popycham go materac i całuję każdy skrawek jego ciała. Pragnęłam go jak nigdy. On w tym czasie zdjął ze mnie wszelkie ubrania i również znalazłam się przed nim w bieliźnie. Wtedy to on zatrzymał mnie.
-Nie dziś, złotko.- mruczę i kontynuuję, wyraźnie podkreślając, że czasy, kiedy to ja się podporządkowywałam w łóżku minęły. Christian nauczył mnie dominacji, on jest w tym mistrzem. Potrafi być zupełnie innym człowiekiem w łóżku. Na ogół: słodki romantyk z chorobliwą obsesją na punkcje zdrowia, a w łóżku? Drapieżca, który upolował sobie mnie na kolację. Kontroler, jakich mało. Jest zabójczy w tym, co robi, ale... Nie o nim teraz chcę myśleć.
Liczyło się to, że ten jeden wieczór spowodował, że straciłam jakąkolwiek kontrolę nad sobą i swoimi emocjami. Alkohol dodał pewności siebie i wiedziałam, że mi nie odmówi. Widząc go z seksownym, dwudniowym zarostem i lekko rozpiętą koszulą pragnęłam go tu i teraz, a konsekwencjami się nie przejmowałam. Jak się bawić, to się bawić.

Budzę się następnego ranka i rozciągam wypoczęta na ogromnym łóżku. Przewracam się na drugi bok i podziwiam profil mężczyzny, który spędził ze mną noc. Coś niesamowitego. Dlaczego on się nie starzeje? Ani jednego znaku przybycia wieku, ciągle taki sam. Wiecznie młody...
Jego włosy w blasku słońca przypominały blond. Na twarz wpełznął leniwy uśmiech, kiedy mężczyzna zaczął się budzić. Podciągnęłam się wyżej i cmoknęłam go w policzek. Nowy dzień przypomniał mi o tym, że wracam do rzeczywistości i powinnam uporać się ze swoimi huśtawkami nastrojów. Piwnooki budzi się i obdarowuje mnie dumnym uśmiechem. Zarzuca leniwie rękę na moje nagie plecy i przekręca się na bok, aby móc mnie dobrze widzieć.
-Dzień dobry, księżniczko.- mruczy ochrypłym głosem. Uśmiecham się i oblizuję usta. Opadam na poduszkę, chwilę potem przytulam do nagiego torsu Biebera. Jest gorący jak węgiel, co powoduje zaciskanie się wszystkich mięśni brzucha. Zapach, który naniesiony jest na jego ciało przyprawia mnie o dreszcze. Kiedy czuję bliskość Justina zapominam o wszystkim. Mam ochotę zabrać go jak najdalej od tego miasta i zacząć wszystko od nowa, jako normalni ludzie, bez żadnych kłopotów, zamieszania wokół siebie i tłumów rozpoznających mnie paparazzi.
-Dobrze spałaś?- pyta, całując mnie w czubek głowy.
-Tak. Bardzo dobrze.- odwzajemniam jego gest, obdarowując jego tors w czułe buziaki. Czuję się o dwa lata młodsza, jakby dawne czasy wróciły. Chciałabym, aby wróciły... Czy zdołałabym zrobić wszystko, aby do tego doszło?
Około dziewiątej idziemy do kuchni, robimy wspólne śniadanie, jakbyśmy byli parą z kilkuletnim stażem. Zachowujemy się tak normalnie, aż jest to trudne do pojęcia. Tańczę do piosenki puszczanej w radiu, podśpiewuję tekst, a Justin obraca w między czasie naleśniki. Na sobie mam jedynie jego koszule, a on szare spodnie od dresu. Wygląda w nich niesamowicie...
Siadamy przy stole i konsumujemy, ciągle żywo rozmawiając. Tego było nam trzeba, aby ten mur, który przed nami stał zniknął. I chociaż mam ochotę spytać o datę, którą wydzierał na ciele, daruję sobie. Nie chce psuć tej atmosfery. I kiedy rozmyślam o wczorajszym wieczorze, dzwoni mój telefon. To Christian. O nie!
-Carla, gdzie jesteś?- pyta ostro, a ja przełykam wolno ślinę.
-Jestem u Rosalie, zostałam u niej na noc, a co?- kłamię, patrząc prosto w oczy Justinowi.
-Przyjadę po ciebie.- rzuca i chce się rozłączyć.
-Nie, absolutnie. O dwunastej mamy spotkanie z fotografem do promocji My Calvin. Przyjedź na miejsce.- mówię dość stanowczo, żeby podkreślić swoje stanowisko. On nawet nie wie, gdzie Rose mieszka... Ale to Christian, on dowiedziałby się wszystkiego w parę minut.
-Niech ci będzie.- słyszę zażenowane westchnięcie i czuję ulgę. -Do zobaczenia na miejscu.- mruczy już kusząco, a ja się rozłączam. Patrzę znów na Justina, który przybrał poważną minę. I wróciła rzeczywistość... Ta popieprzona, szara monotonia. Skoro zrobiło się niezręcznie, postanowiłam wyciągnąć na wierzch temat, który trapi mnie od zeszłej nocy.
-Dlaczego taki tatuaż?- pytam, przełykając owoc. Przyglądam się ciemnym oczom faceta i żuję część naleśnika.
-Jest dla mnie ważna.- wzrusza ramionami, nie patrząc na mnie. Ważna?
-Przecież to dzień mojego wypadku.
-Doskonale o tym wiem, panno MacCartney.- odkłada sztućce i przeszywa mnie na wskroś. Przełykam wystraszona duży kęs posiłku i popijam szybko wodą, aby się nie udusić. Czekam na jego kontynuację, poprawiając się na krześle. Wtem on odchrząkuje i kładąc łokcie na stole, plecie palce między siebie i wspiera na nich brodę. -Posłuchaj. Tego dnia uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie najważniejsza. Fakt, wcześniej myślałem, że będzie z tobą, jak z kolejną kobietą, z którą się pieprzyłem. Miałem taką nadzieję, bo nie nadawałem się na związki, ale kiedy usłyszałem, że jest ryzyko, że więcej cię nie zobaczę, nie dotknę i nie powiem wielu rzeczy, uświadomiłem sobie, że to nie jest tylko jakieś głupie zauroczenie, jak u szczeniaka. Pokochałem cię. Właśnie zrozumiałem to wtedy, kiedy zadzwonili z Ukrainy do nas. Serce rozpadło się na tysiące kawałków..- przerwał, chowając twarz w dłoniach. Słuchałam go jak zahipnotyzowana, nie mogąc pojąć, dlaczego akurat wtedy. -Już po pierwszym wypadku czułem się dziwnie, nie potrafiłem rozszyfrować uczucia, jakim cię darzyłem, ale wiedziałem, że nie mogę cię stracić. Potem ten jebany wybuch...- wysyczał ostro ostatnie wyrazy, a ja aż podskoczyłam na krześle.
-Justin...- zaczynam, ledowy słyszalnym głosem. -Myślisz, że mi było łatwo? Otóż, ja się w tobie zakochałam na amen, ale wiedziałam, że po tym wszystkim, jak was odtrąciłam, nie mam na co liczyć. Dostając odszkodowanie, zainwestowałam w firmę, która jak widać, bardzo szybko wspięła się na wyżyny.
-Ale my czekaliśmy. Wszyscy.- mówi z chrypką w głosie. Spoglądam na zegar, który wisiał na ścianie. Wskazywał 11. Pomyślałam, że czas na mnie, ale musiałam z nim porozmawiać.
-Zapomnimy o tym i zaczniemy od nowa?- pytam cicho, a on unosi zszokowany brwi.
-Od nowa?-prycha i kiwa z perfidnym uśmiechem na twarzy. -I co? Będziesz się pieprzyć jednego wieczoru ze mną, drugiego z Greyem? Ja będę o tym wiedział, a tamten nie? A kiedy się znudzisz którymś z nas, to odejdziesz? Tak wygląda twoje "od nowa"? - i wtedy włączył się w mojej głowie jakiś niewidziany wcześniej przycisk. Skończyło się pomiatanie mną. Nie dam się kolejny raz zranić. Nie odpowiedziałam na to. Wstałam od stołu, zabrałam z niego telefon i ruszyłam do sypialni. Wzięłam z niej swoje ubrania, szybko je ubrałam i wyszłam na hall.
-Słuchaj Justin. Muszę przemyśleć parę spraw. Zadzwonię do ciebie i powiem, co postanowiłam. Dziękuję za ten wieczór i proszę cię, zachowujmy się tak, jak przed telefonem Christiana...- przerywam, patrząc prosto w jego oczy. -Bo przez chwilę poczułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie.- dodaję cicho i spuszczam wzrok w dół. -Do widzenia, Justin.- mruczę i wychodzę przez główne drzwi. Sunę windą, a głowę ciągle zaprzątaną mam słowami mężczyzny. Skąd pomysł na trójkąt? Nigdy nie byłam w stanie uprawiać seksu z dwoma na raz. Ale... To nie na tej zasadzie by polegało...
Punktualnie o dwunastej zjawiam się pod siedzibom fotografa. Przed wejściem czeka na mnie Christian. Uśmiecha się od ucha do ucha, a ja poprawiam jeszcze lekko wilgotne po prysznicu włosy. Kieruję się w jego stronę i całuję delikatnie w policzek. Przeplatamy swoje palce i wchodzimy do budynku. Na wstępie wita nas wysoka, atrakcyjna rudowłosa z śnieżnobiałym uśmiechem. Kieruje nas do sali konferencyjnej, gdzie na wstępie częstują nas szklanką wody. Zasiadamy na wysokich, skórzanych, obrotowych fotelach i czekamy na przybycie mężczyzny.
-Czemu nie poinformowałaś wcześniej, że śpisz u Rosalie? Martwiłem się.- mruczy, przejeżdżając knykciem po kostkach dłoni.
-Wieczorem u niej byłam, upiłyśmy się i tak jakoś wyszło. Nie zapominaj, że jestem dużą dziewczynką. Dam sobie radę.- znów składam delikatny pocałunek na jego policzku i w tej samej chwili wchodzi niski, stylowo ubrany fotograf. Siada przed nami, wręcza zdjęcia, które nam wykonał i prezentuje okładki magazynów, do których trafiłyby te zdjęcia.
-Firma, która biła się najbardziej o to zdjęcie na okładkę, to Harper's Bazaar i Elle. Tak więc na tych magazynach pojawicie się najprędzej, reszta dostanie z opóźnieniem foto.- tłumaczy, wskazując poszczególne zdjęcia i przypisane magazyny. Potakujemy rozumiejąc każde słowo i dyskutujemy na temat kierownika firmy Clavina Kleina w NY. Poinformował, że skontaktuje się z nami telefonicznie i ustali termin rozmowy. Żegnamy się z mężczyzną i opuszczamy budynek z gotowymi zdjęciami w idealnie skórzanych albumach z wygrawerowanym napisem MY CALVIN. Spoglądam na zegarek, który wskazuje piętnastą.
-Lunch?- sugeruje Christian, otwierając mi drzwi. Wzdycham zirytowana.
-Nie mogę, mam spotkanie z Ritą Orą. Sesja zdjęciowa i promowanie marki...- tłumaczę, wyciągając kluczyki z czarnej, połyskującej w słońcu kopertówki. Grey wzrusza ramionami obojętny i wsiada do samochodu nic nie mówiąc.
Punktualnie o szesnastej wbiegam do biura. Uprzedziłam Selenę, aby poinformowała gwiazdę o moim spóźnieniu. Rita jest bardzo wyrozumiałą osobą i przyznała, że sama spóźniła się na umówioną godzinę przez korki, które panują na ulicach przez nadchodzące wybiegi.
-Przepraszam cię najmocniej.- wołam, wchodząc do sali kongresowej. Wyjmuję z teczki kilka szkiców i omawiam z nią każdy dokładnie. Pomaga mi, bo również ma to być jej współudział w tworzeniu tego.

Wieczór. Kocham je, kiedy tylko mogę spokojnie posiedzieć w domu. Christian się nie odzywał od popołudnia. Justin również nie dzwonił. Myśląc o obojgu weszłam pod prysznic i po 30 minutach leżałam na kanapie wyczerpana dzisiejszym dniem. Co mam zrobić? Jestem z Christianem, jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu pieprzyłam się z Justinem. Teraz w głowie widnieje mi napis TRÓJKĄT, który przeraźliwie nade mną ślęczy. To nie jest normalne, ale nie wiem, czy taka opcja nie będzie najlepszą. W końcu, nikt nie powiedział, że muszę uprawiać seks z obojgiem jednocześnie...
__________________
JEZU, nie pytajcie nawet, co tu się dzieje, bo sama nie wiem, co ja robię.. Hahah pierwszy raz w życiu wprowadzam do opowiadania taki motyw. Nie wiem, czy podołam, dlatego mam plan B. Ale to nie powinno Was interesować, bo w tej chwili liczy się to, czy Carla będzie w stanie utrzymać się przy jednym, czy też będzie potrzebowała adoracji obu panów?
10 komentarzy= Rozdział 9.
Cieszę się, że fabuła bloga Wam przypadła. Czytam WSZYSTKIE komentarze i za każdym razem się uśmiecham. Jesteście kochani, uwielbiam, kiedy piszecie o swoich uczuciach przy danym poście.
Dziękuję, że jesteście i mam prośbę. To będzie mega selfish, ale prosiłabym, abyście rozsyłali link z blogiem. Wstawiali na swoje, jeśli chcecie, to też podawajcie linki do nich, a trafią do kart POLECANE. Będę niesamowicie wdzięczna.
Bez przedłużań, zasada podana, parę słów ode mnie też, CHILL!
Claudia ♥

24.01.2015

Rozdział 7.

12 komentarzy:
Poniedziałek... Praca, praca, praca. Zamieszanie w biurze sięgało zenitu. Wszystko toczyło się wokół nadchodzących wydarzeń: w Nowym Jorku ma odbyć się pokaz aniołków Victoria's Secret, nowy pokaz od Chanel i Dior'a. Dziennikarze mojej gazety robią wszystko, aby dostać się na każde z tych wydarzeń. Pragną być pierwsi i najlepsi - taki jest ich cel główny. Kiedy przychodzili na rozmowę o pracę, nie byli pewni swoich możliwości, bali się spotkań z gwiazdami. Teraz, kiedy gazetę czyta cała Ameryka Północna, nie martwię się o nic. Wiem, że pracują dla mnie najlepsi z najlepszych!
-Carla, spotkanie.- przypomina Selena, kiedy chwytam w rękę teczkę. Kieruję się do sali konferencyjnej i witam się z dyrektorami spółek, które mają miejsce na reklamy w magazynie. Kwestionujemy zmian, które mogą zajść w gazecie, obmawiamy kwestie promujące i to, co zrobić, aby o naszej prasie było jeszcze głośniej. Po zakończonym spotkaniu wracam do biura i zajmuję się robotą papierkową.
Około godziny piątej po południu dostaję telefon. Odbieram i w słuchawce słyszę zdyszany głos Rosalie.
-Coś się stało?- spytałam niepewnie, kiedy słyszałam jej roztargnienie.
-Nie, po prostu... Zejdź na dół.- zawołała radośnie, a ja zmarszczyłam czoło. Rozłączając się, zamknęłam teczkę, odłożyłam ją na blat pod biurkiem i wstałam. Zawiadomiłam Selenę o swoim wyjściu i weszłam do windy. Ta jednak zatrzymała się po drodze piętro niżej, a tam wsiadł Christian.
-Cóż za synchronizacja, panie Grey.- mruczę z aprobatą i przyglądam się kusząco w jego kierunku.
-Jak zawsze dostosowana do pani potrzeb, panno MacCartney.- rzuca, przelotnie spoglądając na mnie. Kiedy widzi, że winda się zamyka, odwraca się w moim kierunku i wbija namiętnie usta w moje. Przygryza dolną wargę i ciągnie ją w swoim kierunku. Syczę cicho z kojącego bólu i uśmiecham się mimowolnie, zarzucając ręce na szyję. Nagle Grey zatrzymuje windę, a jego szare soczewki były tak rozżarzałe, że przypominały grafit.
-O nie, nie, Grey. Nie tym razem.- chichoczę i odblokowuję ją. Patrzy na mnie smutnymi oczami, a ja twardo upieram się przy swoim. Jednak jeden jego ruch i prawie mu ulegam. Kiedy jego lewa dłoń jeździ po pośladkach, co jakąś chwilę je ściskając, zamykam oczy i upajam się napełniającym mnie uczuciem. I wtedy winda się otwiera, a on przyciąga mnie do siebie, jak gdyby nigdy nic. Wchodząc na recepcję napotykam pikantne spojrzenia pracowników, którzy niecodziennie spotykają się z okazywaniem przez nas swoich uczuci. Mój wzrok błądzi po pomieszczeniu, a na czarnej kanapie kontrastującej z białą ścianą siedzi Rosalie, która przegląda dostępne na szklanej ławie magazyny modowe. Unosi wzrok, kiedy słyszy windę i uśmiecha się do mnie. Cmokam na pożegnanie Christiana i witam się z przyjaciółką.
-To teraz mnie zostawiasz?- woła zraniony, a ja wzruszam ramionami.
-Rączka smutna nie może być.- chichoczę, a przez tłum pracowników słychać było gwałtowne nabieranie powietrza. Opuszczam budynek i nie zwracając uwagi na nic, postanawiam wybrać się na późny lunch.
-Ej, Carl.- zwraca się niebieskooka. -Justin.. No wiesz.. Chciał nas zaprosić do siebie na obiad.- burknęła zdenerwowana, ponieważ nie wiedziała, jakiego zachowania może się po mnie spodziewać. W pocieszeniu położyłam rękę na jej ramię i uśmiechnęłam się ciepło.
-Na którą mamy być?- pytam powoli, spoglądając na złoty zegarek na lewym nadgarstku.
-Mówił, że jak skończę pracę, to żebym po ciebie przyszła, a potem od razu do niego. Jeśli nie masz żadnych planów oczywiście...- ścisza ton, a ja zwężam oczy.
-On dobrze wie, kiedy je mam, a kiedy nie.- toż to wieczny kontroler. Wie doskonale, jaki moment wybrać. A dziś Christian ma jechać na kolację do ojca, dlatego wykorzystuje tą sytuację.
-W takim razie zgoda.- przywołuję taksówkarza, który podjeżdża moim samochodem prosto pod wejście do budynku. Odbieram od niego kluczę i zajmuję miejsce kierowcy. Obok zasiada Rosalie i spogląda na wnętrze samochodu.
-Czy to nie ten..
-Tak, to dokładnie ten.- mówię wolno, uruchamiając silnik. Mój mustang był pierwszym takim samochodem, który ma wspaniałe możliwości, ale potrafię się w nim kontrolować. Tym bardziej, że po ostatnim wypadku, jaki miałam takim samochodem, nie za dobrze się trzymałam.
Po około 20 minutach wjeżdżamy w podziemny parking. Zajmuję miejsce, na którym zazwyczaj parkował Justin. Miejsce to było wolne - co było dziwne. Wysiadłyśmy z samochodu i skierowałyśmy się do windy. Wprowadziłam kod, który był również ten sam i po chwili sunęłyśmy już na ostatnie piętro wieżowca. Westchnęłam cicho, kiedy winda się otworzyła. W powietrzu czuć było intensywny zapach pieczeni, która przygotowywana była w piekarniku. Uśmiechnęłam się mimowolnie i zaczęłam kierować w towarzystwie przyjaciółki do kuchni. A tam zastałam Justina, który w rozpiętej, białej koszuli i czarnych spodniach od garnituru z zarzuconą na ramię ścierką latał i próbował niczego nie przypalić.
-Hohoho, mężczyzna w kuchni, kto by pomyślał?- śmieję się na wejściu, a Bieber sztywnieje i odwraca się na pięcie, nie wierząc w to, że tu jestem.
-Carla?- szepcze, a ja odbieram od niego łyżkę i zatapiam ją w sosie, który właśnie doprawiał.
-Sól.- mówię, mieszając w garnku. Odbieram od niego przyprawę i dosypuję do wodnistego dania. -Idealnie.- wołam, oddając mu łyżkę. Ten obserwował każdy mój ruch, nadal nie dowierzając, że zjawiłam się u niego na kolacji. Dziwię się jednak, że jest tym zaskoczony. Przewidział, że do tego dojdzie: Christiana nie ma, a ja nie lubię być sama, o czym jest święcie przekonany.
Po niespełna piętnastu minutach zasiedliśmy do stołu, który był pięknie przygotowany na nasze przyjście. Gosposia się przygotowała..
-Więc...- zaczęłam, krojąc mięso. -Od kiedy ty gotujesz?- zaśmiałam się, wkładając go do buzi.
-Od niedawna, panno MacCartney.- puścił mi oczko i zrobił to samo, co ja. Rosalie odchrząknęła, czując narastające w nas emocje. W nim, nie we mnie.
-Już nie pracuje u ciebie żadna gosposia?
-Z tego co pamiętam- upija łyk wody i oblizuje wolno usta, ciągle patrząc mi głęboko w oczy. -to nie miałem gosposi, a kucharza.- posłał mi sztuczny uśmiech, na który odpowiedziałam tym samym gestem. Spojrzenie przeniosłam na skrępowaną posturę Rose, która dłubała widelcem w talerzu. Uniosłam brew do góry, zdziwiona jej brakiem apetytu i westchnęłam.
-Czemu nie jesz?- Smith podskoczyła na krześle i oblała się czerwienią, kiedy zauważyła, że oboje się jej przyglądamy.
-Nie czuję się zbyt dobrze. Chyba pójdę do domu.- westchnęła, wstając od stołu.
-Może chcesz dziś zostać u mnie? Christian wyjechał do rodziny, więc jestem sama. Obejrzymy jakiś film, babski wieczór, co ty na to?- spojrzałam na jej bladą twarz. Wyglądała naprawdę mizernie. Coś było nie tak.
-W innych okolicznościach zgodziłabym się bez gadania, ale dziś naprawdę się źle czuję. Pojadę do domu i pójdę spać.- wyjaśniła, zabierając swój płaszcz. Odprowadziliśmy ją wzrokiem. A ona pomachała nam i wyszła. Jesteśmy sami i nie wiem, czy to dobry pomysł, abym też tutaj została. Wypuściłam z płuc wstrzymywane nieświadomie powietrze i głowę spuściłam w dół. Przelotnie zerknęłam na posturę Justina, który widać był również zakłopotany, jak ja. I co teraz zrobić?
Bieber wstał od stołu i skierował się do barku. Wyjął butelkę naszego ulubionego wina i postawił ją na środku.
-A jeśli będziesz grzeczną dziewczynką, to napijemy się wina.- mruknął siadając na swoim miejscu.
-Oh!- zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. -Uważasz, że w tej chwili jestem niegrzeczna?- zawołałam oburzona. Mężczyzna przepraszająco wzruszył ramionami i dokończył danie. Po paru minutach również skończyłam posiłek, a czekoladowooki wstał od stołu i z charakterystycznym hukiem otworzył butelkę z alkoholem. Nalał płynu do kieliszków i wręczył mi jeden.
-Zdrowie.- uśmiechnął się czarująco. Na twarz mimowolnie wpełznął rumieniec i poczułam się onieśmielona jego zachowaniem. Mimo, że minęło tyle czasu, moje emocje, które we mnie budził, były takie samie, ale w przeciwieństwie do wcześniejszych lat, teraz potrafiłam kontrolować swoje zachowanie. Do czasu.
Siedzieliśmy na kanapie w salonie i słuchając w tle muzyki, energicznie dyskutowaliśmy o najnowszych związkach gwiazd. Wino, które wlewałam w swój organizm dawał już o sobie znaki. Justin niejednokrotnie odmawiał mi dolewania, bo wiedział, że potem muszę wracać, ale byłam tak stanowcza, że w końcu ulegał i robił to, o co prosiłam- rzecz niecodzienna.
Oglądaliśmy albumy ze zdjęciami, śmialiśmy się i droczyliśmy. Niekiedy napominaliśmy o dawnych czasach i o tym, jak było wtedy.
-A pamiętasz to, jak Rose przyłapała nas w kuchni?!
-Tak! Jej reakcja była taka.. przewidywalna! Pierwszy raz przyłapano mnie podczas stosunku.- zaśmiał się Justin i przejechał palcem po brodzie. Spojrzałam na niego i dostrzegłam ten młodzieńczy wyraz twarzy, który wtargnął, kiedy tylko zaczął się śmiać. Tak dawno nie widziałam go rozluźnionego i spokojnego, że mogłam na niego patrzeć, jak na obrazek.
-Wiele pierwszych razy, proszę pana.- mruknęłam i dopiłam czerwony napój do końca. Odstawiłam lampkę na stół i spojrzałam na niego. W tle leciała piosenka The Weeknd "Earned it", a atmosfera, która zapanowała w tym momencie w pomieszczeniu była... Magiczna. Poczułam się, jakbym cofnęła się w czasie i uczucia do Justina wróciły z taką siłą, że... Pragnęłam czuć jego usta wszędzie! Moje ciało pragnęło jego i nie mogłam tego kontrolować. Naprawdę nie potrafiłam się opamiętać i kiedy tylko wracałam na swoje miejsce, "przypadkiem" cienkie ramiączko od białej, luźnej bluzeczki, zsunął się z ramienia, odkrywając biustonosz. Oparłam się wygodnie na łóżku i zamknęłam oczy. Wtedy poczułam dotyk Justina, który poprawił ramiączko na miejsce. Wyczułam moment i kiedy tylko jego dłoń wracała na miejsce, poczułam się jak ciągnięta za sznurek i pognałam za nią. Pocałowałam Justina, najpierw niepewnie, ale chwilę potem alkohol dodał mi pewności siebie i czując narastające podniecenie, dałam się ponieść. Cały świat nie istniał. Liczył się on, ten wieczór i beztroski stan, w którym aktualnie się znajdowałam. Czułam się niesamowicie. Adrenalina buzowała we krwi i targała mną na wszystkie strony, pozwalając robić takie rzeczy. Sumienie się odezwało "Co z Christianem?". W tej chwili? On się nie liczy. Jest Justin, jego ciało, głos, spojrzenie, które działa...
______________________
I oto rozdział 7! Haa! Dzieje się, oj dzieje! Co o tym sądzicie?
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przyszły rozdział rozpocznie się.. Dość ciekawie, co Wam mogę obiecać. :)
Standardowo:
10 komentarzy= Rozdział 8.
Chcecie więcej erotyki, czy wolicie, aby ją pominąć i skupić się na ich uczuciach? Oczywiście i tak zrobię tak, jak mam zaplanowane, ale.. Chciałabym poznać Wasze zdanie w tym temacie.
Czekam na wyczerpujące odpowiedzi w komentarzach. Buziaki, Claudia! ♥

18.01.2015

Rozdział 6.

11 komentarzy:
Jestem świadoma wszystkich czynów, ale tylko do czasu. Kiedy jednak w moim organizmie płynie za dużo alkoholu, momentalnie przestaję nad sobą panować. Każde uczucie, które mną targa, ma podwojoną moc, a spotkanie Rosalie tutaj powoduje, że mam ochotę ciągle płakać i przepraszać ją za to, że się nie odzywałam.
-Tak bardzo mi cię brakuje.- szeptam, ciągle ją przytulając. Barman w tym czasie podaje kieliszek z wódką, a ja dziękując, odstawiam go na bok i nie myślę o tym, aby go w siebie wlać.
-Carl, boże.. Tak dobrze cię widzieć całą i zdrową! Jak się trzymasz? Jak życie?- pyta, odsuwając się na odległość ramion. Patrzę zapłakanymi oczami w jej kierunku i widzę zatroskanie, malujące się na twarzy. Oh, Rose, gdybyś tylko wiedziała, jakie mam teraz życiowe rozterki... Nie chcę jednak opowiadać o tym już przy pierwszym spotkaniu.
-Cóż.. Czas leci, myślę nad ustatkowaniem się z jednym facetem na zawsze, ale... To nie takie proste, jak się wydawało.- burknęłam i kątem oka dostrzegłam bawiącą się Barbarę, z którą pracowałam i... Selenę, z którą pracuję teraz!
-Znasz ją?- pytam nagle, wskazując palcem na posturę niskiej, ciemnookiej dziewczyny.
-To Barbary kuzynka, dzisiaj postanowiła z nami wyjść na miasto...- wyjaśniła, a ja wolno przytaknęłam ruchem głowy. Bacznie przyglądałam się przyjaciółce, która ani trochę się nie zmieniła. Żadnych oznak, że przybyło jej lat. Ani grubsza, ani chudsza, włosy tej samej długości i dalej tak samo młoda cera. Jak ona to robi?
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał północ. Mój brzuch zaczął płatać figle, dając mi jasno do zrozumienia, że gdy nie wrócę teraz, to prawdopodobnie może się coś stać.
-Kochana, muszę lecieć... Może spotkamy się jutro? Lunch u mnie? Adres podeślę SMS'em.- uśmiechnęłam się entuzjastycznie, kiedy uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem taka pijana. Brunetka mrugnęła swoimi dużymi, niebieskimi oczami i błyskawicznie pokiwała głową.
-Musimy pogadać. Mamy tyle do nadrobienia...- westchnęła, podpierając twarz o rękę, którą usadowiła na blacie baru. Przez ciało przebiegło ciepłe uczucie. Mimo tego, że zachowałam się jak świnia, ona nadal chce ze mną rozmawiać...
-Oj tak, musimy.- przytuliłam ją na pożegnanie i chwiejnym krokiem udałam się do wyjścia. Złapałam taksówkę, która zawiozła mnie do mieszkania. Przywitałam się z młodym chłopakiem, który odbywał praktyki w naszym wieżowcu i windą sunęłam na 23 piętro. Kiedy zawitałam w swoim mieszkaniu, wydawać się mogło, że nikogo tutaj nie ma. Kiedy jednak weszłam głębiej, dostrzegłam posturę Christiana, który zawzięcie pracował na laptopie. Podeszłam do niego i oddychając z ulgą, objęłam jego szyję i pocałowałam w skroń.
-Cześć skarbie.- szepnęłam do ucha i lekko je przygryzłam.
-Piłaś?- zaśmiał się mężczyzna i odwrócił głowę w moją stronę. Zmarszczyłam nosek, czując się jak nastolatka gardzona przez rodzica.
-Troszeczkę.- powiedziałam prosto w jego usta, a następnie je pocałowałam. -Jeszcze pracujesz?- pytam, przerzucając ciało przez skórzaną sofę. Położyłam się na jego kolanach i patrząc się na twarz, wyczekiwałam odpowiedzi. On jednak prychnął, zamykając laptopa i pozbawiając mieszkania jakiegokolwiek światła. Teraz tylko księżyc wpadał przez ogromne okna salonu. Położył ręce na brzuchu i zaczął po nim jeździć.
-Możemy porozmawiać?- niepewnie spojrzał mi prosto w oczy, a ja wzruszając rękami wyczekiwałam kontynuacji. -Nie opowiedziałaś mi, skąd znasz Biebera i nie mówiłaś nic o tym, jak wyglądało twoje życie wcześniej. Czemu nie poznałem twoich rodziców?
-Naprawdę Christian?- pytam zażenowana. -Teraz chcesz o tym rozmawiać, kiedy ja jestem pijana? Okej.- prostuję się zbulwersowana. -Chodziłam z Justinem, było super, do czasu, kiedy się nie podowiadywałam o jego wcześniejszych kobietach, o tym, co robił i jak obchodził się z każdą. Historia się powtarzała ze mną, więc nie mogłam dopuścić do tego, żeby mnie zranił. Potem wyjechałam na misję do Ukrainy, gdzie panował chaos, zostałam postrzelona, obok mnie wybuchł granat i takim sposobem trafiłam do szpitala. Zanim jednak to zrobiłam, napisałam Justinowi list, że go kocham.- przerwałam, obserwując reakcję Grey'a. Ten jednak nie robił nic. Patrzył na mnie beznamiętnie, słuchając tego, co mam do powiedzenia. -I że nigdy nikogo tak nie kochałam. Potem wyszło jak wyszło, wyglądałam tragicznie i nie chciałam nikogo ranić swoim wyglądem. Wiedziałam, że będą cierpieć. To było oczywiste, dlatego odtrąciłam wszystkich, którzy przyjechali za mną do Europy: Justina, rodziców i moją przyjaciółkę Rosalie. Nie odzywam się z rodzicami, Justin.. to temat do dyskusji, moja najlepsza przyjaciółka, z którą widziałam się dzisiaj... Nagle.. Nagle tamto życie powraca. Mając 2 lata spokoju, w przeciągu dwóch dni spotykam ludzi, których tak długo nie widziałam. Z rodzicami nie rozmawiałam, nie wiem, jak im się wiedzie i to mnie najbardziej boli. Straciłam osoby, które były w stanie zrobić dla mnie wszystko.- i zakryłam twarz, próbując ukryć łzy. Zaczęłam cicho szlochać, a mężczyzna błyskawicznie mnie przytulił do siebie.
-Dlaczego do nich nie zadzwonisz i im tego nie wytłumaczysz?- pyta, głaskając mnie po głowie.
-To nie takie proste.- sięgam po chusteczkę i wypróżniam nos. -Jest mi wstyd za to, co zrobiłam.
-Każdy popełnia błędy.- prostuje się, aby spojrzeć mi prosto w oczy. -I każdemu przysługuje druga szansa. Robimy coś, czego niekiedy żałujemy całe życie. Ale w pewnych momentach trzeba się zatrzymać i pomyśleć nad tym, co się robi. To nie takie proste, ale warto spróbować.- cmoknął mnie w czoło i znów przyciągnął do siebie.
-Dziękuję ci za wsparcie i zrozumienie.
-Nie, nie, nie..- przerwał. -Na temat Biebera porozmawiamy, jak będziesz trzeźwa, a teraz leć wziąć prysznic i spać.- szepnął mi do ucha i złożył delikatny pocałunek obok niego. Klepnęłam w kolana i wstałam, a następnie chwiejnym krokiem poszłam wykonać podstawowe czynności łazienkowe. Piętnaście minut później w bieliźnie ruszyłam do łóżka, a Grey w tym samym momencie wszedł do pokoju. Rzuciłam się na materac i zamknęłam oczy, nie mając już sił się okryć.

Obudziłam się następnego dnia z okropnym bólem głowy. Na stoliku nocnym stała kartka, szklanka wody i tabletka. Sięgnęłam po kartkę i przeczytałam list na niej zawarty.
Musiałem jechać na spotkanie. Zadzwonię później, tabletka na ból głowy. Miłego dnia, piękna.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zażyłam tabletkę, wypijając przy tym całą szklankę wody. Padłam na poduszkę i zamknęłam oczy. Przeciągnęłam zaspaną twarz i wbiłam wzrok w sufit. Nie chciałam wstawać z łóżka, ale obiecałam, że spotkamy się na lunch z Rosalie. Wysłałam jej SMS'a z adresem i godziną, o której się spotkamy. Dostaję entuzjastyczną odpowiedź, a ja spoglądając na zegarek, zrywam się z łóżka. Informuję Marię o obecności Rose i ruszam do garderoby, aby przygotować strój. Wybieram białą, prostą sukienkę, różowy żakiet i również białe buty. Biorę prysznic, włosy prostuję, zakładam biżuterię, a kiedy jestem gotowa, wchodzę do kuchni. Tam krząta się skupiona na pracy Maria, która przygotowuje dla nas obiad. Siadam więc na barowym krześle i opieram się o blat. Patrzę na zegarek i widzę 13:30. Przyjaciółka zjawi się tu lada moment.
Kiedy ustawiałam kryształ na alkohol na ławie, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ruszyłam więc spokojnie w jego kierunku, a kiedy stanęłam twarzą w twarz z ciemnowłosą kobietą, poczułam jak stres przejmuje kontrolę nad moim ciałem.
-Heej Carls!- woła entuzjastycznie i mocno otula ramionami moją szyję. Również ją przytulam i wpuszczam do środka. Z torebki wyjmuje wino, które miałyśmy w zwyczaju pić w piątkowe wieczory.
-Może to nie piątek, ale myślę, że się nada.- chichocze i wręcza mi szklaną butelkę.  Prowadzę ją w stronę salonu i słyszę, jak zapiera jej dech w piersiach.
-No to witam w moim skromnym mieszkaniu.- rzucam lekko zirytowana tą sytuacją. Wiem, jak czuje się ona... Tak samo czułam się, kiedy wchodziłam do mieszkania Justina.. Justin.
-Jest jak w jakiś filmach o nowojorskich bogaczasz, rany!- woła podekscytowana i słysząc echo rozbiegające się po pomieszczeniach, krzywi się.
Maria przynosi nam talerze z posiłkami, kładzie przekąski na stole i żegnając się, wychodzi.
-Masz gosposie?- pyta zaskoczona niebieskooka. Kiwam głową i wbijam w mięso widelec.
Na początku rozmowa w ogóle się nie kleiła. Obie byłyśmy zestresowane, nie wiedziałyśmy, co powiedzieć, ale kiedy otworzyłyśmy wino, wszystkie troski odeszły w dal i poczułyśmy się, jakbyśmy wróciły do czasów, kiedy mieszkałyśmy razem i życie wydawało się być takie proste. Opowiadałyśmy sobie o wszystkim, co wydarzyło się do dnia dzisiejszego. Mówiła, że rodzice strasznie przeżywają to, iż się z nimi nie odzywam. Sama zaś ledwo się trzymała. Pierwszy rok był dla niej bardzo trudny. Poczuła się tak, jakby straciła siostrę. Jakbym umarła. Kiedy słuchałam jej słów, serce rozbijało się na milion kawałków. Moje wyjaśnienia nic nie dadzą. Jestem samolubną idiotką, która myśli, że jak zniknie, to bliscy pozbierają się ot tak i wszystko będzie dobrze. Rosalie jednak twierdziła, że mnie rozumie. Kiedy jednak pokazywałam jej zdjęcia ze szpitala, dziewczyna się rozpłakała i nie mogła uwierzyć w to, że jestem koło niej w całkowitym zdrowiu. Ciągle szeptała, że mogłam umrzeć i że mi to powtarzali przed wyjazdem. Miałam takie powołanie, więc chciałam je zrealizować- odpowiadałam na to. Było mi tak strasznie głupio, że nie byłam w stanie powiedzieć jej tak wielu rzeczy. Kiedy spytałam jednak, jak trzymał się Justin, ona momentalnie zamilkła i wbiła wzrok w podłogę.
-On to przeżył najbardziej. Wydawnictwo prawie upadło i gdyby nie jego ojciec, prawdopodobnie zostałby bankrutem z zadłużeniem do końca życia. Po roku czasu jednak podniósł się. Wrócił do pracy, był surowszy niż zwykle, ale ciągle o tobie myślał. Kiedy sprzątaczka chciała wyczyścić twoje biurko i wyrzucić stare papiery, on wyrzucił ją z pracy. Zabraniał komukolwiek podchodzić do tego miejsca, nawet mi. Zachowywał się jak psychol..- zaśmiała się lekko pod koniec, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.-Ale czasami się spotykaliśmy. Pytało ciebie i błagał o szybką wiadomość, jak tylko się odezwiesz. Więc dlatego do ciebie wtedy przyjechał.- wyjaśniła, a ja zdumiona wpatrywałam się w nią.
Potem porozmawiałyśmy o jej życiu, jak ono wygląda teraz. Przyznała, że zerwała z Joshem i poznała kuszącego Adama. Wyjaśniła, że pojechała z Justinem na prezentowanie wydawnictwa i na jednym z wieczornych bankietów poznała go. Od tamtej pory spotykają się praktycznie codziennie i są szczęśliwą parą. Go Rose!
Kiedy wybiła dziewiętnasta, do mieszkania wszedł Christian. Całkowicie zmęczony i zdezorientowany obecnością dziewczyny. Odłożył teczkę na blat, poprawił marynarkę i krawat i ruszył do nas.
-No proszę, kolejny dzień z rzędu pijesz, Carla!- woła rozbawiony i podchodzi do niebieskookiej. Ona pod jego spojrzeniem robi się czerwona i spuszcza wzrok w dół. -Jestem Christian Grey, em.. Partner Carly.- wystawił dłoń w jej kierunku, a ta jak oparzona podniosła się ze skórzanej sofy i uścisnęła ją.
-Miło poznać, jestem Rosalie.
-Oh..- zaczerpnął powietrza. -Ta Rosalie?- spojrzenie skierował na mnie, a ja przytaknęłam. -Opowiadała mi o tobie. Dobrze, że się spotkałyście.- uśmiechnął się i spojrzał na szklaną ławę. -I opróżniłyście ohydne wino.. Oj, kobiety..- westchnął i skierował się do kuchni, aby przygotować sobie coś do jedzenia. Rosalie postanowiła się zbierać, więc odprowadziłam ją do drzwi. Mocno ją przytuliłam na pożegnanie.
-Musimy się jeszcze spotkać.- powiedziała stanowczo, a ja zmarszczyłam czoło.
-To oczywista oczywistość, jak to mawia jeden z uczonych.- chichoczę i wręczam jej nasze (Christiana i moje) ulubione wino. -A teraz skosztuj tego. Przy następnym spotkaniu się go napijemy, jeśli ci posmakuje.- rzucam na koniec, a następnie zamykam drzwi i idę do kuchni. Tam krząta się mężczyzna, przygotowując sobie lekką kolację.
-Padam ze zmęczenia.- rzuca, wlewając sobie do szklanki soku.
-Ja też.- szepczę, obierając brodę na jego ramieniu. Łapię jego wolną dłoń i mocno zaciskam. Zamykam oczy i czuję się, że wszystko wraca do normy. Tak to widzę: Justin jest moim przyjacielem, Rosalie przyjaciółką, z rodzicami się odzywam, a ja jestem przeszczęśliwą małżonką z mężczyzną, do którego teraz przylegam. Może jednak to jest ta odpowiednia opcja? Może wcale nie muszę wybierać między Christianem, a Justinem?
______________________
Przepraszam! Przepraszam, że rozdziału nie było tak dawno, ale miałam wielkie problemy z internetem! :(
Rozdział taki sobie, ale naprawdę nic więcej nie wyklecę, ten wątek jest żałosny, ale do czasu. To się zmieni. :)
10 komentarzy= Rozdział 7.
Bez przedłużania.
Do napisania, Claudia. ♥

06.01.2015

Rozdział 5.

12 komentarzy:
"Zostańmy przyjaciółmi" - te słowa ciągle chodziły po mojej głowie. Co zrobić, kiedy serce mówi jedno, a rozum drugie? Jak zadecydować, aby nikt nie ucierpiał? Czy w ogóle jest taka opcja? A może rzucić to wszystko, wyjechać i wrócić po paru latach? Ale nie mogę całe życie uciekać przed problemami. Raz tak zrobiłam i właśnie mam tego skutek. W końcu mam też swoje lata i powinnam się ustatkować z jednym, tym jedynym... To nie jest jednak takie proste, jak wydawało się być na początku. Wszystko się zmieniło, dorośliśmy i powinniśmy pewne rzeczy uporządkować - partner, wesele, dom, dzieci...
-Proszę pani?- usłyszałam cichy głos Marii. Spojrzałam w jej kierunku, a ona wsunęła się zza drzwi. -Pan Bieber już czeka.- i zamknęła cicho drzwi. Ta kobieta zachowywała się, jakby miała stracić zaraz posadę: jest potulna, cicha, spokojna i zrównoważona i tu wcale nie chodzi mi o jej wiek, tylko o lęk, który ma w sobie, kiedy dochodzi do konfrontacji ze mną. A przecież wydaję mi się, że mam dobre relacje z nią i nie jestem jakąś złą szefową. Przynajmniej mi się tak wydaje.
Spoglądam ostatni raz w lusterko i widząc kucyka, uśmiecham się. Takie uczesanie mnie odmładza i widząc siebie w lusterku czuję się, jakbym widziała dziewczynę mającą 19 lat. A ten okres przeżywałam już dawno temu. Poprawiam biały, obcisły top i czarne spodenki, które idealnie układały się na mojej pupie. Zarzucam na siebie kwieciste kimono i z uśmiechem na twarzy wychodzę na hall. Widzę go: ubranego w jeansy z krokiem i dopasowanym białym t-shirtem. Na głowie ma czapkę i wygląda jak zbuntowany nastolatek. Pierwszy raz widzę go w takiej odsłonie: zazwyczaj były to garnitury i koszule, które ukrywały jego piękne tatuaże, a teraz? Dzieła sztuki pokazuje światu i ani trochę się z tym nie wstydzi. Rozchylam lekko usta z podziwu i spoglądam na jego twarz.
-Hej.- mruczę i ruszam w jego kierunku, a on jakby czytając mi w myślach robi to samo. Kierujemy się do salonu, a w tym samym czasie mieszkanie opuszcza gospodyni. Dziękuję jej za zrobienie posiłków, a ona kiwając głową, wychodzi.
-Więc tak się teraz bawisz? Gospodyni?- zaśmiał się, siadając na kanapie. Prycham pod nosem i siadam obok niego.
-Wina?- wskazuję butelkę, którą dostarczyła Maria, a on uśmiecha się jednoznacznie widząc nasze ulubione.
-Wiesz, że nie odmówię.- ruszam po korkociąg, a kiedy wracam, butelka jest już otwarta.
-Jak...
-Nie pytaj.- zaśmiał się i wskazał na korkociąg przy kluczach swojego auta. Ah, to teraz tak się bawi: najpierw alkohol, a potem samochód? Brawo Bieber, niebawem odbiorą ci prawo jazdy, ewentualnie kogoś zabijesz.
Nalewam czerwonego napoju do lampek i jedną daję mężczyźnie.
-Nasze zdrowie.- szepcze i obija naczynie o moje. Spoglądam mu głęboko w oczy i mówię równie cicho "nasze". Upijam łyk i odstawiam szkliwo na stolik.
-Więc.. Wytłumacz mi parę kwestii, dlaczego nie pozwalałaś się z nami widywać?- i zaczyna się. Pytania, na które tak bardzo nie chciałam odpowiadać.
-To nie tak, że nie chciałam, bo pragnęłam zobaczyć, czy nadal jesteś, czy nie wkurzyłeś się na mnie o tamtą noc, chciałam cię zobaczyć, ale mój stan psychiczny i wygląd na to nie pozwalał.- przejechałam paznokciem po nagiej skórze nóg i kątem oka dostrzegłam, że Justin czeka na kontynuację. -Miałam załamanie nerwowe. Czasem atakowałam lekarzy, bo twierdziłam, że to oni mnie oszpecili. Moja twarz wyglądała tragicznie: wszędzie było pełno zadrapań i siniaków. Niezliczona liczba szew, jakich na sobie miałam... To ciągle wraca. Kiedy tylko zamykam oczy widzę siebie i naprawdę nie chciałam, abyście wy musieli też to oglądać. Cierpiałam, przechodziłam depresje, więc bałam się, jak wy możecie przez to przejść. Bałam się tego, że mnie zostawisz, bo nie byłam tak atrakcyjna, jak kiedyś. Groziło mi utrata piersi, ale lekarzom udało się w ostatniej chwili operować i dzięki temu mam jeszcze je obie. Cóż..
-Dlaczego? Dalej tego nie rozumiem. Ja? Rose? Okej, ale dlaczego rodzice? Oni to przeżywali najbardziej. Byłaś ich oczkiem w głowie, a ty ich odtrąciłaś. Twoja matka też musiała się leczyć, bo wpadła w depresje. Uważasz, że jestem płytki? Nie lecę na wygląd, kręci mnie to, co masz tu.- wskazał w miejsce, gdzie biło moje serce. -Tylko to się dla mnie liczy.- spojrzał prosto w oczy i odsunął się na bok. -Nie ważne, jakbyś wyglądała, ważne, że żyłaś! To się liczyło.- westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy, bo czułam, że nasuwają się do nich łzy. Nie chciałam płakać. Miałam być silna.
-Uwierz, że mi też nie było łatwo.- i pękłam. Po polikach spłynęły pierwsze łzy, a kiedy Justin chciał je otrzeć, odtrąciłam jego rękę na bok wiedząc, że to nie pomoże, ale przybije gwóźdź do trumny. -Pragnęłam twojego wsparcia, wsparcia Rose. Ale musiałam to zrobić.
-A teraz, kiedy wróciłaś, czemu się nie odezwałaś?- przerwał, przyglądając mi się.
-Ponieważ uznałam, że rozpoczęliście życie od nowa. W końcu minęło 2 lata. Nie będę wpieprzać się w czyjeś życie ot tak. To nie w moim...
-Nie w twoim stylu..- dokończył, a ja przytaknęłam. -Ale my tu czekaliśmy.
-Widzę i to boli mnie jeszcze bardziej, że zniszczyłam wam życia.
-To je napraw.- wzruszył ramionami i wstał z kanapy, chcąc już wyjść. Wtedy rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie, proszę. Nie idź. Zostań.- wybełkotałam, chwytając go za rękę. Zatrzymał się i zobaczyłam intensywny ruch jabłka Adama na szyi Justina... Wolno odwrócił się w moim kierunku i drugą, wolną ręką przejechał po włosach, ciągnąc je do góry.
-To twój wybór i twoje życie. Czekałem na ciebie i czekam dalej, bo cię kocham, ale wierz mi, że zraniłaś każdego. Ułożyłaś sobie życie na nowo, a więc nie wpierdalam się w tą paradę. Jesteś z Christianem Greyem to krzyżyk na drogę, ale jesteś z nim sama. U nas masz prawdziwą rodzinę, którą jesteś w stanie odzyskać, bo wiem, jaka jesteś.- przybliżył się do mnie i spojrzał głęboko w oczy. -Wybór należy do ciebie.- delikatnie pocałował w czoło i ocierając obuszkiem kciuka mokre polika, wyszedł z mieszkania. I fala hamowanych łez, które przez ten cały czas w sobie trzymałam wypłynęły na wierzch. Jestem rozbita, ale na to zasłużyłam. I teraz rozpoczęła się prawdziwa walka, o to, co kocham i czego naprawdę chcę. Muszę wybrać, co będzie dla mnie dobre.


Wypiłam 3 butelki wina, a w tym samym czasie na dworze zapanowała szarówka. Ubrałam więc czarną ramoneskę i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę windy, wcześniej zamykając mieszkanie.
Postanowiłam jechać do klubu, w którym zazwyczaj przebywałam po pracy z Rosalie. Alkohol w moim mieszkaniu się skończył, a ja jeszcze myślałam trzeźwo, więc musiałam iść i "zapić smutki".

Siadłam przy blacie paru i zamówiłam klasyczną wódkę. Myślami byłam już przy wyborze i z całego serca żałowałam, że zrobiłam, jak zrobiłam, a Christiana nie mogę dłużej oszukiwać. Za długo go kłamię i zbyt długo próbuję przekonać samą siebie do niego. Jest niesamowitym facetem, ale jednak nie pokochałam go tak, jak pokochałam Justina. Aż do śmierci...
-Carla?!- słyszę kobiecy głos, wyraźnie zszokowany moją obecnością. Odwracam się na krześle w kierunku owej osoby i widzę wysoką brunetkę z dużymi, niebieskimi oczami. Przymrużam oczy, nie mogąc uwierzyć, że spotkałam ją właśnie teraz..
-Rosalie?- bełkoczę, a ona rzuca mi się na szyję. Zaczyna płakać, a ja nie mogę wydusić z siebie ani słowa. Może to przez alkohol, a może to moje sumienie nie pozwala mi ranić kogoś jeszcze bardziej.
-Tak bardzo tęskniłam. Nie wyobrażasz sobie, jak mi ciebie brakuje.- krzyczy do ucha, a ja mimowolnie znowu się rozklejam. Ile łez dzisiaj wyleję, to tylko Bóg jeden wie.
-Ja też.- szepczę i ściskam ją jeszcze bardziej. -Ja też...
_________________________________
Taadam! Rozdział 5.
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
I bardzo ważna informacja.
Prosiłam się zapoznać z Bohaterami w zakładce BOHATEROWIE, prawda? Teraz jest milion pytań o "Grey'a".
Otóż.. Jak każdy z nas Christian też ma nazwisko i właśnie brzmi ono GREY, dlatego czasem zamiast jego imienia używam "Grey'a", "Grey" "Grey'owi", itd.
Na przyszłość proszę zapoznać się z tą zakładką teraz, żeby nie wynikło więcej takich sytuacji.
Wracając do rozdziału.
Cóż, nie wiedziałam za bardzo, jak go napisać, ale... Naprosujemy już w przyszłym haha
Podnoszę poprzeczkę

10 komentarzy= rozdział 6.

I GORĄCO CHCIAŁABYM ZAPROSIĆ NA SWÓJ NOWY BLOG!!! *KLIK*
Będzie mi bardzo miło, jeśli tam też zostawicie komentarze. ♥
Buziaki gorąco, dziękuję za 8 komentarzy!!!

PS. Przepraszam, jeśli wystąpią jakieś błędy, ale dziś nie czytałam rozdziału przed dodaniem, ponieważ świeżo go napisałam i szczerze to nie mam siły już czytać. :(

02.01.2015

Rozdział 4.

8 komentarzy:
Piosenka się skończyła i w towarzystwie Justina wróciłam na miejsce. Podziękowałam skinieniem głowy i usiadłam na miejscu między nimi. Christian bacznie się przyglądał Bieberowi. Potem opiekuńczym spojrzeniem objął całą mnie i złapał za rękę, podkreślając tym samym swoje terytorium. Czuję się, jakbym była na środku stadionu, gdzie rozegrać ma się prawdziwa rzeź przeprowadzona między lwami. Nieprzyjemny prąd przeleciał po moim ciele na samą myśl o końcu walki. Zerwałam się z krzesła i udałam do łazienki. Musiałam ochłonąć od ich sporu i pobyć sama z sobą. Weszłam do pięknie ozdobionej złotem łazienki. Spojrzałam w lustro i miałam ochotę oblać się zimną wodą, ale makijaż mi na to nie pozwalał. Zirytowana więc zamknęłam oczy i wsłuchałam się w rytm własnego serca. I kiedy otworzyłam oczy, zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. W drzwiach stał Justin. Jego ręce włożone były do spodni od garnituru, a kciuki luźno wystawił na zewnątrz. Marynarka idealnie opięta na jego ciele, a oczy płonęły. Były tak ciemne, jak ściany tego pomieszczenia, a przyciemnione lampy powodowały, że mój żołądek zaczął płatać figle.
-Co ty tu robisz?- spytałam cicho. -To damska toaleta.- podkreśliłam, a on z figlarnym uśmieszkiem na twarzy podszedł bliżej mnie. Cofnęłam się o krok i poczułam zimny kamień zlewu. Oddech przyspieszył, a serce waliło jak oszalałe, kiedy poczuło jego bliskość.
-Więc chciałaś porozmawiać.- szepnął, przejeżdżając palcem po mojej szyi. Zacisnęłam oczy, próbując uwolnić się od tego dziwnego uczucia - zatraconej.
-Chciałam, ale żeby móc z tobą rozmawiać..- przerywam na moment, aby odepchnąć go lekko od siebie. -... muszę mieć swobodę, a ty przystawiasz mnie do muru i liczysz, że ci się rzucę na szyję.- dodaję stanowczo.
-Oh..- udał zaskoczonego. Nagle do pomieszczenia weszła jakaś kobieta, a widząc nas - kłócących się, cofnęła się i postanowiła nam nie przeszkadzać.-Masz mnie za prostaka?
-Ani trochę, ale nie wiem, jaki jesteś teraz. Ludzie się zmieniają.- tłumaczę i ściszam ton. Mruga w moją stronę i przejeżdża ręką przez włosy, stawiając je jeszcze wyżej.
-Jak się czujesz?- zmienia temat, a ja unoszę zaskoczona brew.
-Przeszłam przez wiele rehabilitacji i jak widać..
-Nie o to pytam.- przerywa, jeżdżąc palcem wskazującym po brodzie. - Pytam o wczorajszy wieczór.- blednę. Skąd on wie o tym, co się wczoraj wydarzyło w mieszkaniu?
-Przepraszam, a o co chodzi?- udawałam zdziwioną. Chciałam wyciągnąć z niego wszystkie informacje, które wie.
-Wieczorem, mało co cię nie zgwałcił ten dupek. Dobrze, że mój agent zdołał cię bardzo szybko namierzyć, bo w przeciwnym razie..
-Co? Jak to? To... To byłeś ty?- szepczę, nie wierząc w to, co mówi.
-A niby kto? Tamten skurwiel podpisał się pod tym, że cię obronił, wezwał karetkę i policję?- podchodzi bliżej. -Od razu, kiedy zadzwoniłaś do Rosalie, ona wysłała mi SMS'a z numerem telefonu. Ja znowu wysłałem go agentowi, a on zajął się tym jak trzeba. I postanowiłem cię odwiedzić. Kiedy byłem już na korytarzu słyszałem krzywi, więc wbiegłem... I ty tam byłaś...
-Justin... Ja nie wiem, co powiedzieć..- rzuciłam, patrząc przed siebie. Do oczu napłynęły mi łzy, na wspomnienie dzisiejszego poranka. Tak łatwo przyszło mu okłamanie mnie. Udawał bohatera, zaimponował mi... A to było kłamstwem.
-Potem przyjechał lowelas i... Po prostu stamtąd wyszedłem, kiedy dowiedziałem się, że jesteś z nim.- wyjaśnił, wzruszając rękami.
Zapanowała cisza. Żadne z nas się nie odezwało. Byliśmy pogrążeni w swoich myślach.
-Spotkajmy się jutro, u mnie. Porozmawiamy na spokojnie, bo to nie miejsce od tego. Natłok myśli, rozumiesz...
-Jak zawsze, panno MacCartney.- uśmiechnął się słabo, a ja spuściłam wzrok w dół.  -Zadzwonię do ciebie.- rzucił i wyszedł, a ja przykucnęłam na podłodze, zaczesując wszystkie włosy do tyłu. Miałam dość dzisiejszego dnia, chciałam wrócić do mieszkania i położyć się spać. Wstałam więc, poprawiłam się i w miarę uporządkowana wyszłam do ludzi. Wszyscy zajęli parkiet i mało kto siedział przy stolikach. Skierowałam się więc na swoje miejsce. Christiana również nie było. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam Justina, który spoglądał na mnie przy drzwiach. Zabrałam swój płaszcz, torebkę i pospiesznie udałam się do wyjścia. W towarzystwie Biebera opuściłam budynek i wsiadłam do limuzyny.  Spojrzałam zdezorientowana na niego, a on zaczął się śmiać.
-Już widzę tytuły jutrzejszych szmatławców "Carla i Justin znowu razem!" wykrzyczał, ciągle chichocząc. Westchnęłam i pokręciłam poirytowana głową.
-Chcę jechać do mieszkania, zdjąć z siebie to wszystko i iść spać.- rzuciłam głosem dziecka i spojrzałam w szybę.
-Tam też jedziemy.- uśmiechnął się, ściskając moją dłoń. Spojrzałam w jego stronę i wyrwałam rękę z uścisku.
-To nie za dobry pomysł. Christian może przyjechać w każdej chwili, a wtedy... Eh, nie chcę kłótni. Już i tak staram się jak tylko mogę..
-Aby pokochać go tak, jak mnie?- uniósł brwi, a w oczach rozbłysły iskry nadziei. -Próbowałem tak w moim przypadku z tobą. Żadnej nie potrafiłem pokochać tak, jak ciebie. Żadna nie dawała mi tyle radości i przygód.- tłumaczył, a ja zacisnęłam znowu oczy.
-Nie, Justin, proszę... Nie chce tego słuchać.- szepnęłam, próbując się nie rozpłakać. Zniszczyłam coś, co przetrwałoby do tej pory i nic nie musiałabym udawać, nie musiałabym wywracać swojego życia do góry nogami!
-Nie chcesz mi przyznać racji, bo wiesz, że tak jest.
-Przestań!- krzyknęłam i spojrzałam w jego stronę. -Nie wyobrażasz sobie, jak mi jest trudno. Christian jest naprawdę wspaniały, ale kiedy on wychodzi, zostaję sama i wiem, że to zepsułam. Bo gdybym was nie odtrącała, to byłoby tak, że w mieszkaniu byłaby Rosalie, ty rzadko kiedy zostawiałbyś mnie samą. A tak? Mam ogromne mieszkanie i jestem w nim sama. Brakuje mi was, naprawdę brakuje, a muszę pokazywać, że jest mi wspaniale żyjąc tak, jak teraz.- i po policzkach spłynęły łzy. Justin momentalnie przysunął się do mnie i mocno przytulił. Pogłaskał mnie po głowie i uciszał. Otarł krople słonej wody, które spływały mi po buzi i spojrzał w oczy.
- Mi też cię brakuje, nam wszystkim. Wiesz, że czekam na ciebie. Mogę czekać dalej, jak tylko tego chcesz. Zawsze tu będę i choćby nie wiem, jak tobie się to nie będzie podobało. Zawsze.- ostatnie słowo wyszeptał i cmoknął mnie w usta, kiedy auto się zatrzymało. Siedziałam w osłupieniu i nie wiedziałam, co zrobić. Spojrzałam po raz ostatni w czekoladowe oczy faceta i wysiadłam z auta, na pożegnanie rzucając słowo "jutro".
Kiedy weszłam do mieszkania, zastałam tam Christiana.
-Nie teraz, proszę.
-Obiecałaś...
-A ty okłamałeś.- warknęłam, chcąc tym akcentem zakończyć dyskusję. -Porozmawiamy o tym kiedy indziej. Jestem śpiąca.- powiedziałam, wchodząc do sypialni. Złapałam szlafrok i chwilę potem wzięłam prysznic. Grey nadal tam był, a widząc go tak seksownie wkurzonego, przeszedł mi cały gniew. Jego koszula była rozpięta, krawat zwisał luźno, rękawy podwinięte, a marynarka wisiała na oparciu. Patrzył na mnie... Dłonie złączył jak do pacierza i czekał, aż się ugnę. Wiedział, że to na mnie działa.
-Nie, Christian. Nie dziś.- powiedziałam, zastawiając oczy ręką. -Jestem naprawdę wykończona.
-Ja wiem.- słyszę jego cichy, ochrypły głos przy szyi. -O to chodzi kochanie.- dodaje i zaczyna rozkoszną drogę po moim ciele, a ja nie potrafię mu odmówić.
________________________
Oto rozdział 4. Cóż, dużo się dzieje, jest parę niewyjaśnionych spraw. Skąd zna się Christian z Justinem? Jak dalej potoczy się związek Greya z Carlą? Czy dziewczyna zdoła przezwyciężyć miłość do Justina i zostanie z Christianem? Czy jednak się podda?
5 komentarzy = Rozdział 5.
Buziaki.
Wasza Claudia ♥