28.12.2014

Rozdział 3.

6 komentarzy:
Ostatnie poprawki i wydymam usta w stronę lustra. "Gratulację. Wyglądasz jak milion dolarów, MacCartney!" woła podświadomość, a ja dumnie uśmiecham się i wychodzę z łazienki. Chwytam torebkę i bez słowa ruszam do hallu.
-Wow..- szepnął Christian jadąc po mnie swoim gorącym spojrzeniem. -Wyglądasz.. wow.
-Budowa zdań jest u ciebie piętą achillesową?- śmieję się i zerkam przez jego ramię w stronę kuchni.
-Maria już poszła. Kazała ci podziękować za rozmowę i że kolacja jest zrobiona i pozostawiona do odgrzania w mikrofali.
-Okej, to chodźmy.- westchnęłam i zamknęłam za nami drzwi. Skierowaliśmy się do windy i weszliśmy do niej, kiedy tylko pojawiła się na ostatnim piętrze. Spojrzeliśmy jednoznacznie na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Wspomnienia biły od niej na kilometr. Pewnego razy wracając z przyjęcia dobroczynnego, zaczęliśmy się w niej całować, aż nas przyłapano. Śmialiśmy się jak nastolatkowie. Początki.. Nasze szaleńcze początki. Winda zatrzymała się na parterze, a my błyskawicznie ruszyliśmy do limuzyny, która już na nas czekała.
Tak wygląda moje życie: kosztowne kreacje, drogi transport, ciężkie dni pracy, a zaraz po nich relaksujące wieczory w towarzystwie światowych biznesmenów. Kto by pomyślał? Niegdyś bez pomocy Rose nie wyszłabym na żadne przyjęcie, bo każdy mój strój był nieodpowiedni. Potrzebowała nieustającego nadzoru! A teraz? Wystarczy, że wejdę do Coco Channel czy Gianni Versace i wiem, co chcę założyć i w czym będę prezentować się dobrze.
Mimo wszystko jednak tęsknię za jej radami. Tęsknię za nią! Była dla mnie siostrą, której nie miałam, a ja jej rodziną, którą straciła. Brakuje mi jej, tęsknię za nią.
-O czym myślisz?- pyta Christian, chwytając mnie za rękę. Odwracam głowę w jego stronę i wymuszam uśmiech. Oh, żebym tylko umiała ci odpowiedzieć.
-O wszystkim.- prosta, rzeczowa odpowiedź. Grey nie wie o tym, iż zerwałam kontakt z moją rodziną i najbliższymi. Kiedy pyta o blizny na ciele tłumaczę, że kiedyś byłam dziennikarką i doszło do wypadku, kiedy byłam na Ukrainie. Nigdy nie pogłębiałam tematu, nie opowiadałam o rodzinie i nie chciałam przed nim pokazywać, że jestem krucha, bo w końcu nie jestem. Nie tak łatwo da się mnie zranić.
-Widzę. Martwisz się.- całuje kostki mojej dłoni i nadal obserwuje mnie bacznym wzorkiem. Martwię się, że nie pokocham cię tak bardzo, jak Justina, a naprawdę tego chcę, bo jesteś niesamowitym facetem i oddałbyś wszystko dla mnie.
-To nie ważne. Spójrz!- unoszę ton głosu. -Jesteśmy.- uśmiecham się lekko i kiedy limuzyna się zatrzymuje, wysiadamy z gracją z pojazdu. Na miejscu czeka paru fotoreporterów, a ja uśmiecham się do nich. Wchodzimy do środka, a tam widać pełno ludzi. Kobiety ubrane w długie, wieczorowe kreacje od znanych projektantów. Wielu mężczyzn w cudownych, idealnie dopasowanych garniturach dyskutuje z sobą zawzięcie na temat interesów.
-Dobry wieczór, proszę państwa.- podchodzi kelner.
-MacCartney i Grey.- rzucam wiedząc, czego oczekuje. Sprawdza nazwiska na karcie i wiedząc, że jesteśmy zaproszeni, prowadzi do stołu, przy którym nas usadowiono. Kierujemy się posłusznie za nim i kiedy docieramy na miejsce, zajmujemy krzesła i patrzymy na karteczki obok.
-Kevin McQueen. A u ciebie?- spoglądam na kartkę obok i zamieram. To nie może się dziać. -Carla.. Wszystko okej?- pyta, widząc moją reakcję. Potakuję głową i czytam jeszcze raz, literka po literce wyraz.
-Justin Bieber.- szepczę, a żołądek podskakuje mi do gardła.
"Uspokój się, MacCartney! Nic się nie wydarzy! Zobaczy, że jesteś z Christianem, a ty, że ma kogoś nowego. Nie panikuj!" krzyczy podświadomość, a ja próbuję jej posłuchać i zamykam oczy, aby wyrównać oddech. Grey spoglądał na mnie badawczym wzrokiem i próbował rozszyfrować o co mi chodzi.
-Znasz go?- spytał wreszcie, a ja wolno potakuję. Unosi zaskoczony brew. -Skąd?- pyta, jakby sam miał z nim do czynienia. Mrugam zaskoczona w jego kierunku.
-Em.. Długa historia.- dukam wolno, a on nie daje za wygraną.
-Nie mówisz mi zbyt wiele, szanuję twoją prywatność, ale to naprawdę robi się męczące. Ty zdążyłaś poznać całą moją historię, rodzinę i wszystko, co chcesz wiedzieć to ci powiedziałem. A kiedy ja pytam, ty omijasz temat. Nie rób tego tym razem. Powiedz mi wreszcie.- ścisza głos, kiedy goście wokół spojrzeli na naszą dwójkę.
-Nie teraz, nie tu. Zapomnij. Wyjaśnię ci wszystko w domu.- szepczę, poprawiając się nerwowo na krześle. Dobrze wiem, że ten temat nie będzie zamknięty, on do niego powróci. Tym bardziej, że mu to obiecałam.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Zebrani tutaj przedsiębiorcy po paru lampkach dobrego wina zaczęli tańczyć na parkiecie ze swoimi partnerami i przez chwilę mogli poczuć się młodziej. Dzikie wygięcia ciała wskazywały na to, że organizm przysporzył już dużą dawkę alkoholu i będzie tutaj coraz weselej.
Siedzieliśmy przy stole. Christian nic nie mówił od tamtego czasu. Milczał i obserwował wszystkich dookoła, jakby kogoś szukał.
-Zatańczymy?- sugeruję naprawdę znudzona tą sytuacją. Zaskoczony moją propozycją wstaje od stolika z dość głośnym akcentem i podaje mi rękę. Bez słowa ją kładę, a on ściskając ją mocniej kieruje nas na środek parkietu. Obejmuje czule w pasie i spogląda prosto w oczy.
-Kocham cię, wiesz?- mówi, całując mnie w głowę. Zamykam oczy, próbując się zrelaksować i proszę. Jak ręką odjął, jego bliskość mnie uspokoiła. "Ten facet cię kocha, a ty martwisz się Bieberem, czy cię Bóg opuścił!?" krzyczy podświadomość, a ja momentalnie blednę. Dlaczego ona mówi mi o tym teraz, kiedy chcę skupić się tylko i wyłącznie na Christianie?
Z głośników wypłynęła subtelna melodia, otaczająca moje uszy. Tempo zostało zwolnione, a ja poczułam się jakbym grała w jakimś starym filmie z lat dwudziestych czy trzydziestych. Chwilę potem zaczęła śpiewać kobieta, niesamowicie wczuwając się w to, co robi. Wiła się przy stojaku na mikrofon i niesamowicie oddawała nam swoje uczucia.
Christian wolno obracał mnie wokół palców, muskał co pewien czas szyję i jeździł dłońmi w tę i wewte. Bujaliśmy się tak, jak za dawnych czasów było to modne. Stare, dobre małżeństwo. Kiedy utwór się zakończył, charakterystycznie pochylił mnie nad ziemią i pocałował. Wszyscy rozeszli się na bok, aby dać nam więcej swobody, ale my zakończyliśmy taniec i skrępowana pociągnęłam za sobą szarookiego mężczyznę do stolika, przy którym był on.
-Oh, brawo Grey za przedstawienie!- usłyszałam chrypki głos i ciche klaskanie w ręce. Justin wyjął z ust cygaro i spojrzał na nas. Żołądek podszedł mi do ust, a nogi zrobiły się jak z waty. Nadal trzymałam rękę Christiana i za nic w świecie nie chciałam jej puścić. Dawał mi siłę w tej chwili i jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.
-Bieber.- jego głos jest szorstki i chłodny. Wymieniają się zabójczymi spojrzeniami, a ja nie mogę dłużej wytrzymać i siadam przy stoliku. Drżącymi rękami chwytam szklankę z wodą i upijam z niej łyk.
-Co się dzieje kochana? Przeszłość uderzyła w twarz?- pyta sarkastycznie Bieber, pochylając się w moją stronę. Zbliża usta do mojej szyi, a ja zamykam oczy, próbując walczyć z samą sobą.
-Kolego, bo będziemy musieli zaraz stąd wyjść.- rzucił ostrzegawczo Szary. Nastaje chwila ciszy i kolejny utwór dobiega końca. Teraz na scenie zawitał mężczyzna około trzydziestki. Stuknął trzy razy palcami w mikrofon i rozejrzał się po publice.
-Dobry wieczór. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić przy moich utworach. Na moment zwolnimy i na początek coś smutnego, aby na koniec móc szaleć jak nigdy.- woła, a po sali rozbrzmiewają oklaski.
-Zatańczysz?- pyta czekoladowoooki, a ja nie mogąc się powstrzymać, kieruję się na środek. Chwyta mnie delikatnie, niepewnie swoich czynów. I wtedy dobiega do mnie smutny utwór, który będzie wykonywany. Znam go... Nawet za dobrze. Oh, losie.. Akurat teraz?!
-Doskonały dobór chwili, panie Bieber.- rzucam lekko przytłoczona sytuacją.
-Zawsze do usług, panno MacCartney.- puszcza mi oczko i delikatnie obraca przyglądając się sukni, którą mam na sobie. -Wyglądasz olśniewająco.- rzuca, kiedy gwałtownie mnie przyciąga do siebie. Czuje zapach tytoniu i perfum, które stosował wtedy, kiedy z nim byłam. Zamknęłam oczy by pozwolić tamtym uczuciom na chwilę wrócić.
-"Jestem silny, kiedy jestem w twoich ramionach"- zaśpiewał mi do ucha razem z artystą.
-Dlaczego mi to robisz?- wydycham nieświadomie wstrzymywane powietrze. -Dlaczego zjawiasz się i robisz wszystko, aby tamte uczucia wróciły?- dodaję, kiedy do oczu napływają łzy.
-Bo to ty mnie zostawiłaś. Ja nadal tu na ciebie czekałem. Nadal czekam, ale widzę, że zdążyłaś sobie ułożyć życie na nowo...- odchrząkuje, aby nie pokazywać uczuć. Widzę, że go to boli...
-Ty nic nie rozumiesz. Czy my nie możemy o tym porozmawiać w mniej kameralnym miejscu?- sugeruję, przerywając taniec.
-Zawsze i wszędzie, panno MacCartney.- mówi, obojętnym wzrokiem. Znów mnie przyciąga i bez zbędnych słów dalej tańczymy. Cała się trzęsę. Czując jego mięśnie, oddech przy szyi i cudowny zapach wprost trudno się kontrować. Nie mogę go kochać, to zamknięty rozdział... W sumie, to nie zamknięty, bo nic nie zakończyłam, a robiąc coś takiego, sprawiłam mu ból...
____________________________
No i mamy rozdział 3.
OGŁOSZENIA PARAFIALNE


Spóźnione życzenia świąteczne:
Chciałabym Wam życzyć zdrowych, pogodnych, radosnych świąt. :*
I życzenia na dobiegające:
Aby w przyszłym, Nowym Roku, nie zabrakło Wam adrenaliny, zabawy, miłości i śmiechu w życiu. Żebyście zdrowo trwali przez kolejne 365 dni i abyśmy się "spotkali" za rok. Wszystkiego Najlepszego :*

5 komentarzy = Rozdział 4.

Mam nadzieję, że Wam się podoba rozdział. ♥
Do usłyszenia, Claudia

18.12.2014

Rozdział 2.

7 komentarzy:
Budzę się z ogromnym bólem głowy. Nie zupełnie wiem, co się stało. Wczorajsze wydarzenia działy się tak szybko, że zapamiętałam tylko finał: jakiś mężczyzna wpada do mieszkania i ciemność. Czy doszło do gwałtu? Kim był nieznajomy, który wtargnął do mojego domu? Pomagał Michaelowi w okrucieństwach? I kiedy przez głowę przebiega jeszcze tysiąc innych myśli, słyszę westchnięcie. Powoli unoszę głowę nad poduszkę i zerkam w stronę krzesła, nieopodal łóżka. Śpiący mężczyzna w garniturze.
-Christian?- szepczę, a nieznajomy nie reaguje. Albo bardzo mocno śpi, albo to nie on. Dla pewności zaczynam przyglądać się jeszcze bardziej, wysilając swoje obolałe oczy. Wtedy on drgnął i uniósł głowę w górę. Rozejrzał się zdezorientowany i spojrzał na zegarek na lewym nadgarstku. Tak, to Christian. -Kochanie?- dukam, a on odwraca się błyskawicznie w moją stronę, a jego wzrok z poważnego staje się ciepły, troskliwy i pełen współczucia. Zrywa się z krzesła i rusza w moją stronę, aby jak najszybciej mnie przytulić i ucałować w czubek głowy.
-Już nikt ci nie zrobi krzywdy. Obiecuję.- mówi łamiącym głosem.
-Ale to nie twoja wina.- obejmuję go jeszcze mocniej i wtapiam głowę między jego marynarkę a koszulę. Wdycham zapach Christiana i zamykam oczy, kiedy czuję się bezpiecznie i zrelaksowana. -To ty wtedy wbiegłeś do mieszkania, prawda?- pytam, unosząc głowę w górę tak, aby spojrzeć Grey'owi w oczy.
-Nic nie pamiętasz?- przytakuję wolno. Wzdycha, jakby bił się z myślami. -Tak, to byłem ja.- dodaje. Oddycham z ulgą. -Nawet nie wiesz, jak bardzo wtedy się o ciebie bałem. Policja powiedziała, co on ci podał i co mam dalej robić. Położyłem cię do łóżka, a sam postanowiłem popracować trochę na laptopie. Potem jakoś zasnąłem.. Nawet nie wiem kiedy.- tłumaczy, marszcząc co pewien czas nos. 
-Dlaczego się nie położyłeś obok mnie?- pytam, a on wzrusza ramionami.
-Nie chciałem wchodzić w ubraniach, a wiesz dobrze, że bez prysznica nie wejdę do łóżka.
-Ale..
-Nie mogłem spuścić cię z oczu. Nie darowałbym sobie, gdyby ci się znowu coś stało.- przerywa mi i patrzy prosto w oczy. Czuję jego obawę i włoski na plecach aż stają dęba. Dopiero teraz dociera do mnie ogrom sytuacji, która się wczoraj tutaj rozegrała.
-Skąd wiedziałeś, że może mi się coś dziać?
-Nie wiedziałem. Wróciłem wcześniej, ponieważ kongres został odwołany. Nie chciałem tracić wieczoru, więc wróciłem odrzutowcem i od razu pojechałem do ciebie. Wtedy usłyszałem krzyki i wiedziałem, że coś jest nie tak.- każdy mięsień jego klatki piersiowej napiął się, a oddech przyspieszył. Mój kochany Christian, tak bardzo się o mnie martwi. Kiedy dostrzegam, że poczucie winy zaczyna targać nim coraz bardziej, nie mogę tego znieść. Siadam na niego okrakiem i chwytam twarz w dłonie.
-Ej.- przerywam i spoglądam mu głęboko w oczy. -Nic mi nie jest.- cmokam go w czubek nosa. -Czuję się dobrze. Nawet bardzo, widząc ciebie tutaj.- muskam usta i przygryzam dolną wargę. Jego ręce prowadzą rozkoszną podróż wzdłuż plecy, aż docierają do pośladków.
-Weźmy kąpiel.- rzucam i schodzę z niego, chwytając za rękę. Idziemy razem do łazienki, a ja wlewam do wanny gorącej wody i parę olejków, który uwalnia rozkoszne zapachy. 

Maria przygotowała dla nas jajecznicę, bekon i sok pomarańczowy. Oczywiście kobieta przychodzi tutaj, aby wykonać swoją pracę i wychodzi. Oznajmiła, iż i tak za dużo jej płacę, aby ona jeszcze u mnie mieszkała. Dla mnie nie byłby to problem. Wręcz przeciwnie. Odkąd nie odzywałam się z Rosalie ani Justinem, potrzebowałam kogoś, kto mógłby mnie zrozumieć i porozmawiać. 
-Kochanie.- słyszę, kiedy wchodzi do jadalni i całuje mnie. -Dziś wieczorem kolacja w Eleven Madison Park. Przyjeżdżają wszyscy przedsiębiorcy z okolicy. Nie powinno nas zabraknąć, ale.. Po nocnej akcji uważam, że powinnaś zostać w domu i odpocząć.- przejeżdża długimi palcami od szyi, aż po dekolt, a potem znów sunie do góry, chwytając mój podbródek i spogląda głęboko w oczy. 
-Jakoś dzisiejszego poranka nie martwiłeś się o to, jak się czuję.- mruczę i przygryzam wargę.
-O czym ty mówisz, kochanie?- szczerzy się, a ja wywracam oczami. -Droczę się.- cmoka mnie i siada obok. 
-Jedziemy.- rzuciłam i upiłam ze szklanki sok. 
-Jesteś pewna?- przytaknęłam błyskawicznie i wstałam, aby iść się ubrać. Dzisiaj tylko mam do przejrzenia artykuły, wybranie najlepszego i korekta. Nie powinnam się zmęczyć. Zaś wieczór.. Zapowiada się magicznie, więc powinnam kupić coś nowego. Chciałam przy okazji odwiedzić Bona. Moja wersja niespodzianki. Nie wiem jednak, czy jestem gotowa zawitać w tym budynku, który jest pełen wspomnień. Tyle się tam działo. To właśnie w tym miejscu poznałam mężczyznę, w którym zatraciłam się do końca. Mimo, że nadal go kocham, to nasze drogi się rozeszły. Czas się z tym pogodzić i ruszyć dalej. Ja to zrobiłam. Mam nadzieję, że Justin też. 
-Do zobaczenia w pracy.- przytulam go i idę na górę, aby przygotować swój dzisiejszy look. Przeglądam ciuchy i szukam czegoś lekkiego, zwiewnego i eleganckiego. Ostatecznie wybieram kombinezon: biała góra na cienkich ramiączkach i długie, szerokie spodnie z żorżety w odcieniu granatu. Do tego czarne dodatki i jestem gotowa, aby pokazać się ludziom. Spoglądam uważnie na swoje ciało, a na nadgarstku widzę lekkiego siniaka. Dotykając go przypominam sobie to, co wydarzyło się tu ubiegłej nocy i momentalnie blednę. Pudruję to miejsce i próbując zapomnieć o tej sprawie, wychodzę z mieszkania i kieruję się do pracy. 

Ostatnia korekta i wszystko będzie gotowe. Rozmieszczenie artykułów zostało omówione na konferencji, tam również ustaliliśmy, co ma pojawić się w nowym miesięczniku, a kiedy byłam wolna, dokończyłam swoją pracę i odesłałam wywiady, raporty i newsy do Seleny, która ma to przewieść do drukarni. 
Spoglądam na zegarek. 13:15, czas na lunch. Chwytam torebkę i wychodzę z biura. Oznajmiam Selenie, że jeśli upora się z produkcją, to ma już wolne. W końcu mamy piątek, niektórzy też powinni odpocząć. Ona nie jest dziennikarką, jest moją asystentką, więc jeśli kończy pracę dziś, to zaczyna ją w poniedziałek, chyba, że mam ważne spotkania przez weekend.
Ruszam do pobliskiego Starbucksa po kawę, a następnie wsiadam do swojego auta i sunę do różnych butików moich ulubionych projektantów. Odwiedzam Giorgio Armani, Coco Chanel, Christiana Dior, ale dopiero w Dolce Gabbana kupuję piękną, czarną suknię sięgającą do kostek z wycięciami w talii, głębokim dekoltem i rozcięciem , które ukazuje moją nogę. Zadowolona z zakupu ruszam do Calvina Kleina i kupuję czarne buty z paseczkami i odkrytymi stopami na szpilce. Zmęczona zakupami wracam do domu, aby na spokojnie przymierzyć ciuchy.
Kiedy przekraczam próg mieszkania w powietrzu czuć pyszny zapach lasagni. Z uśmiechem na twarzy kieruję się do kuchni i witam się z gospodynią.
-Dzień dobry Mario. Ależ świetnie pachnie.- wołam zachwalając jej talent. Kobieta nerwowo poprawia czepek na głowie i uśmiecha się skromnie.
-Danie będzie gotowe za 45 minut.- mówi cicho i nie zwracając uwagi na moją obecność, kontynuuje przyrządzeni posiłku. Zostawiam ją więc samą i ruszam do sypialni. Rzucam na łóżko torby z zakupami i chwytam szlafrok. Dobiega 16, więc postanowiłam zacząć się szykować na przyjęcie. Ruszyłam wziąć kąpiel, ogoliłam się i owinięta miękkim szlafrokiem i włosami zawiniętymi w ręcznik poszłam zjeść obiad. Maria niechętnie zgodziła się, kiedy zaprosiłam ją na obiad. Usiadłyśmy więc przy okrągłym stoliku w kącie kuchni i zaczęłyśmy jeść.
-Mm, pyszności. Nie wiem, jak to robisz, ale gotujesz niesamowicie!- wołam i przełykam kęs. -Powinnaś dostać podwyżkę!- rzucam i wycieram kącik ust o serwetkę.
-O nie, proszę pani. Już wystarczająco dużo mi pani płaci.- rzuca staruszka.
-Oh, proszę mówić mi po imieniu!- marszczę brwi, a ona uśmiecha się lekko i wbija widelec w lasagne. Chwilę porozmawiałyśmy, ale czas nie pozwolił mi na dłuższą dyskusję. Przeprosiłam Marię i ruszyłam otworzyć drzwi, kiedy usłyszałam dzwonek. Wyjrzałam przez wizjer i zobaczyłam szykownie ubranego Christiana. Zresztą, on zawsze wygląda idealnie.
-Cześć kochanie.- rzucam radośnie i całuję go.-Wejdź i daj mi pół godziny. Poproś Marię, niech nałoży Ci lasagne, jeśli jesteś głodn..
-Dobrze, dobrze, poradzę sobie, idź.- woła i macha ręką, a ja chichocząc znikam za drzwiami sypialni.
Mój brzuch zaczął wariować. Daje mi jasne sygnały, ze tego wieczoru wydarzy się coś, co może mnie zaskoczyć...
_________
I oto rozdział 2. :) Przed nami święta, parę dni wolnego, koniec semestru i mam nadzieję, że radzicie sobie w szkole jak najlepiej! :)
Ja.. uh, przewiduję średnią 4.5, w najgorszym wypadku, więc nie jest źle. :)
Przed samymi świętami powinien ukazać się nowy rozdział. Nie wiem, jak to będzie, bo jeśli pojawią się te 5 kom, to dodam. :>
Nie zanudzam. Czytajcie, komentujcie, obserwujcie, buziaki.
Wasza Claudia ♥

11.12.2014

Rozdział 1.

5 komentarzy:
Rozciągam się na ogromnym łożu małżeńskim w mojej sypialni. Uśmiecham się do obok leżącego Christiana i usatysfakcjonowana z wczorajszej nocy, całuję jego umięśnione ramiona. Pojękuje cicho przez sen, a kącik ust wykrzywia się w nienaganny uśmieszek. Podciągam się jeszcze wyżej i muskam delikatnie jego wargi czekając, aż on zrobi kolejny krok. Wtedy Christian chwyta mnie w biodrach i momentalnie znajduję się na nim.
-Dzień dobry słonko.- szepta, odgarniając mi włosy za ucho. -Pięknie dziś wyglądasz.- rzuca i całuje czubek nosa. Chichoczę, leniwie ocierając się o jego nagie ciało i schodzę z łóżka. Otulam się szlafrokiem, zarzucam krótkimi włosami do tyłu i spoglądam ukradkiem na bruneta z niecodziennym zarostem. Wzdychając kieruję się do kuchni i patrzę na przygotowane dla nas śniadanie. Na talerzach znajdują się pięknie ozdobione naleśniki polane czekoladą, z dużą porcją owoców i bitej śmietany. Obok do wysokich szklanek nalany świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Wszystko podane na dwóch osobnych tacach i gotowe do spożycia. Obok odnajduję kartkę, którą zapewne zostawiła Maria z krótką informacją o jej nieobecności.
Kręcąc ustami na lewo i prawo zasiadam przy wysokim stoliku w kuchni i zaczynam jeść. Chwilę potem czuję na swojej sylwetce dłonie mężczyzny, który spędził dzisiejszą noc u mnie. Ubrany jest w białą, idealnie wyprasowaną koszulę zapiętą na ostatni guzik, perfekcyjnie ułożony krawat, czarne spodnie i tego samego koloru buty, które połyskują w świetle słońca wpadającego przez ogromne okna. Spoglądam w jego szare oczy i uśmiecham się czarująco.
-Było niesamowicie.- mruczy Christian, a ja przygryzam dolną wargę. - Lepiej ty też się ubieraj, a nie patrz tak na mnie, bo jeszcze chwilę, a przerżnę cię na tym blacie.- szepcze, muskając mi ucho i obchodzi stół. Siada po drugiej stronie i zaczyna konsumować posiłek.
-Oh, tak chcesz się bawić?- unoszę brew i przymrużam oczy. Zsuwam dyskretnie z ramiona tkaninę, która potem opada na podłogę. Prezentuję się w idealnie dobranej bieliźnie i wiem, że wyglądam dobrze, mimo blizn. Wstaję więc od stołu i kręcąc pupą na wszystkie strony, kieruję się na górę. Wiem, że się patrzy. Czuję jego pikantne spojrzenie na pośladkach. Puszczam niezdarnie słuchawki od telefonu i udając zaskoczoną, sięgam po nie i uwydatniam jeszcze więcej.
-Znam twoją taktykę, kochanie.- szczerzy się, a ja odwracam się do niego.
-Mmm, w takim razie mnie złap i rozegraj ze mną rundkę.
-Na szybko?- pyta zadziornie, a w jego szarych oczach dostrzegam iskierkę podniecenia. Oh, wiem co się dzieje w jego spodniach i z pewnością nie będę go do tego stopnia doprowadzała.
-Wieczorem.- puszczam mu oczko i kieruję się na górę, kiedy on wychodzi do pracy.
Ubieram się w elegancki, biały kombinezon na grubych ramiączkach, z głębokim dekoltem w serek i krótkimi spodenkami, idealnie ukazującymi moje długie, szczupłe nogi. Zakładam złote dodatki i na włosy nakładam okulary przeciwsłoneczne.
Kiedy wchodzę do biura dostaję setki informacji, które powinnam wiedzieć. Selena- moja asystentka, prawa ręka, zapisuje wszystko w terminarzu i przypomina o dzisiejszych spotkaniach.
-Przed tobą wywiad z Angeliną Jolie, sesja fotograficzna dla Calvina Kleina i przymiarki z twojej nowej kolekcji.- wymienia, a ja wiem, że ten dzień będzie niesamowicie pracowitym dniem.
-Dobrze, teraz wybacz, ale muszę iść na chwilę do Christiana.- uśmiecham się i kieruję do biura partnera. Bez pukania wchodzę do środka i widzę, że rozmawia z kimś przez telefon. Kiedy mnie dostrzega, rzuca jeszcze parę wyrazów do słuchawki i się rozłącza. Lustruje mnie od stóp do głów.
-Nie powinnaś tak wychodzić z mieszkania.- oznajmia stanowczo, a ja wywracam oczami. -Tego również nie powinnaś robić.- dodaje jeszcze chłodniej. W przepraszający sposób oblizuję i przygryzam usta, odgarniając włosy za uchu. Wtedy on wstaje od biurka, wolno je obchodzi i chwilę potem znajduje się na przeciwko mnie. Zamyka drzwi na klucz i pożera mnie spojrzeniem.
-Nie, nie, nie Christian. Przyszłam ci przypomnieć, że dzisiaj mamy sesję dla Calvina Kleina i powinniśmy się za niedługo na nią zbierać. Do tego jeszcze mam wiel..-przerywam, kiedy czuję jego rozgrzane wargi na szyi i dekolcie. -uhh.. Proszę cię.- ciągnę jego twarz do góry i spoglądam w rozpalone oczy. -Za 10 minut bądź na dole, bo jedziemy.- całuję go i otwieram drzwi, po czym wychodzę, a spojrzenie każdej kobiety spoczywa na mojej sylwetce. Wiem, że wszystkie teraz wyobrażają sobie gorące sytuacje, w których one i mój Christian się znajdują, ale ja im te fantazje rozdzieram na kawałki, poprawiając swój strój. Tak, drogie panie. On jest mój.
Sunę windą na 18 piętro i wchodzę do swojego gabinetu. Tam czeka na mnie sterta zdjęć oraz wywiadów do przejrzenia. Wybieram najlepsze z nich i wkładam do szuflady, aby potem przejrzeć je jeszcze dokładniej. Kiedy spoglądam na zegarek, jest już dwunasta, więc chwytam kubek z kawą i biegnę do windy. Informuję Selene o moim spotkaniu i zjeżdżam na dół, gdzie czeka na mnie Christian. Chwyta mnie za rękę, całuję każdą kosteczkę i razem udajemy się do limuzyny, która stoi przed wejściem.
-Naprawdę musisz zacząć oszczędzać, bo to na dobre nie wyjdzie.- zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek.

-Poczuj jego bliskość, możecie się przecież dotykać, jesteście parą. To nie powinno być takie trudne!- woła fotograf, a ja słucham jego poleceń i po prostu oddaję się emocją. Prezentujemy najnowszą kolekcję bielizny Calvina Kleina i musimy dać z siebie wszystko, aby wyszła ona najlepiej, jak się da. Siadam okrakiem na Chrisitanie, odwracam się do fotografa i kuszę spojrzeniem, bo to umiem najlepiej. I tak mija sesja fotograficzna.
Potem spotkanie z Angeliną Jolie, z którą porozmawiałam o nowej roli do nadchodzącego filmu. Zrobiłyśmy sobie zdjęcie na pamiątkę i pożegnałyśmy się słodkim akcentem z mojej strony. Dostała kosz z owocami i słodkościami, z którego się ucieszyła.
Około osiemnastej dopiero zawitałam w biurze. Przyszli kolejni pracownicy na swoją zmianę i zajmowali się tworzeniem gazety. Zaś ja udałam się do sali kongresowej, gdzie czekać na mnie miała sama Paris Hilton. Zaproponowała, że będzie promować kolekcję, ponieważ ma ona w sobie coś, co konkretnie trafia w jej gust.
-Carla, ta sukienka jest niesamowita. Jeśli się nie pogniewasz, kupię ją od ciebie i na najbliższej gali pokażę się w niej.- chwyciła w rękę kremową, sięgającą do podłogi suknię na grubych ramiączkach z koronkowym motywem, gdzieniegdzie ozdobiona cekinami. Odkrywała ona dużą część pleców oraz piersi.
-Oh, nie ma sprawy.- westchnęłam i spojrzałam na projekt owej kreacji. Zaznaczyłam, aby uszyć ich więcej i podarowałam gwieździe jej rozmiar. Ona zaś nie pytając o cenę wypisała czek i wręczyła mi go. Kiedy zobaczyłam sumę, moje oczy niemal wypadły. Okrągły milion za jakąś sukienkę uszytą przez początkującą projektantkę? To bardzo dobry start.

Wreszcie w domu. Całkowicie zmęczona i podekscytowana dochodami, które napłynęły na moje konto dzisiejszego dnia. Dobry ze mnie przedsiębiorca. Potrafię odnaleźć się w niejednej dziedzinie i czerpię z tego korzyści.
Po długim, odprężającym prysznicu zasiadam na skórzanej sofie i włączam TV. W tej samej chwili zjawia się Maria, która pyta, na co mam ochotę. Postanowiłam zjeść klasyczne kanapki z dżemem. Kobieta zniknęła, zostawiając mnie samą. Chwytam wiec książkę, którą zakupiłam w drodze powrotnej i dopiero teraz orientuję się, że jest to z wydawnictwa, w którym pracowałam... Stary, dobry Bon!
Ciekawe, jak sobie wszyscy radzą? Czy Rosalie jest na nowym etapie związku z Joshem, czy Justin znalazł sobie kogoś nowego, czy rodzice bardzo się gniewają o to, że nikogo z nich nie chciałam wtedy wpuścić do szpitalnej sali, w której leżałam? Trzymając telefon w ręku zaczęłam rozmyślać, czy nie napisać SMS'a do Rosalie z zapytaniem co u niej, jak się trzyma, najzwyczajniej w świecie pokazać, że o niej pamiętam. Nie rozpatrując dalej tej myśli zaczęłam stukać w klawiaturę mojego iPhona, aby napisać krótką wiadomość.
Hej Rose, tu Carla... Jak się trzymasz? Co u Ciebie? Jesteś zdrowa, szczęśliwa?
Nie liczę na odpowiedź. Skoro ja ich olałam, kiedy notorycznie odwiedzali mnie przez miesiąc w szpitalu w Moskwie, to mogę spodziewać się tego samego po nich. W sumie to nie wiem, czy Smith potrafiłaby się tak zachować. Może być na mnie naprawdę wściekła, ale czegoś takiego wydaję mi się, że by nie zrobiła. Zresztą, dlaczego własna rodzina miałaby się mnie wyprzeć? Jest wiele powodów, dla których mogli to zrobić już dawno temu, a jednak nadal trwali. Teraz mogą być jedynie bardzo urażeni, nic po za tym.
Kiedy rozmyślam o dzieciństwie, szalonych meczach z tatą i kuchennych rewolucjach mamy, telefon zaczyna wibrować. Niepewnie zerkam na wyświetlacz i widzę Carlę. Przełykam głośno ślinę i zbieram odwagę, aby stawić czoła z przeszłością. Bardzo za nią tęsknię i jestem w stanie zrobić wiele, aby ona nadal się ze mną przyjaźniła.
-Carla..?- słyszę cichy, niepewny głos w słuchawce. Zamykam oczy i zaciskam usta. Chwilę zajmuję mi jednak zebranie odwagi.
-Tak, Rosalie... Tak, tu Carla.-szepczę. I w momencie zapada cisza.
-Ale jak to.. Wszyscy myśleliśmy, że ty nie chcesz nas znać, że masz nas w dupie.. Nie potrafię w to uwierzyć! To naprawdę ty.- jest wyraźnie zaszokowana moją wiadomością, ja zaś równie zdziwiona nie potrafię uwierzyć, iż zdołała do mnie zadzwonić.
-Boże, tak bardzo za tobą tęsknię.- rzucam łamiącym się głosem. Nie, Carla. Nie teraz! Musisz być twarda i chwilę z nią porozmawiać. Pokaż, że mimo wszystko jesteś silna.
-Carla, nawet nie wiesz, jak bardzo my tęsknimy za tobą. Codziennie Justin pyta, czy dostałam od ciebie jakąkolwiek wiadomość. Naprawdę mu na tobie zależy. Nigdy nie wierz w to, co jakiś obcy człowi..
-Rose, to nie rozmowa na telefon.- przerywam jej, aby nie nakręcała się niepotrzebnie. Jest wieczór, jestem zmęczona po dzisiejszej pracy, więc najchętniej ułożyłabym się do łóżka i poszła spać.
-Ale kiedy my się spotkamy? Gdzie ty w ogóle jesteś?
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mogłabym cię zdziwić.- i momentalnie mnie olśniewa. -Dobranoc.- kończę błyskawicznie rozmowę i wyłączam telefon. Zostawiam jednak drugi- służbowy, aby inni mogli się ze mną skontaktować. W chwili, kiedy odkładam urządzenie na stół i wyłączam TV, słyszę głośne pukanie do drzwi. Nie spodziewając się nikogo o tej porze, ruszam do nich i przez wizjer spoglądam na gościa.
-Przepraszam, coś nie tak?- pytam, widząc młodego mężczyznę u progu moich drzwi. Ah, ten bagażowy nie daje za wygraną.
-Co powiesz na lampkę wina i dobry film?- uśmiecha się i wyciąga zza siebie butelkę alkoholu i płytę. Unoszę brew i wydymam usta.
-Jestem naprawdę zmęczona.- wzdycham. Szczerze w tej chwili chciałabym, aby był tutaj Christian, ale on jest na delegacji w Los Angeles, więc ten wieczór i następny spędzam sama...
-To tylko wino i film!- rzuca radośnie, a ja ulegam i wpuszczam go do środka.
-Tak w ogóle, to jestem Michael. Nie zdążyłem się przedstawić.- puszcza mi oczko i zatrzaskuje drzwi. -Ty jesteś Carla, wiem... Wiem wszystko, co powinienem.- mruczy, jakby to była groźba. Ignoruję jednak tę jakże żenującą scenę i kieruję się z nim na kanapę.
I tak mijają kolejne dwie godziny. Wypiliśmy 3 butelki wina, które miałam w barku i do tego czwartą, którą zaś przyniósł Michael. Jest bardzo zabawnym, pracowitym i ambitnym mężczyzną, ale przez trudny start jest tym, kim jest i sam zarabia na swoje studia. Wydawał się mi bliski, jakbym znała go już od wielu lat.
Po upływu kolejnych chwil poczułam w organizmie alkohol. Zaczęło mi się kręcić w głowie i wszystko było takie zabawne. Każde wypowiedziane przez niego zdanie wywoływało u mnie napady śmiechu.
-Słodko się śmiejesz.- rzucił w końcu i spojrzał mi głęboko w oczy. Poczułam rumieńce wpełzające na moje policzka. Przygryzłam paznokieć od palca wskazującego i uśmiechnęłam się znów do niego. Nagle on pochyla się, aby mnie pocałować, a ja ostatkami rozsądku odpycham go tak daleko, jak tylko potrafię.
-Mam chłopaka!- warczę i podsuwam pod brodę kolana. -Powinieneś iść.- rzucam gniewnie. Michael spogląda na mnie pewny siebie i przysuwa się  po raz kolejny. Ponawia ruch i teraz jest znacznie silniejszy i ani trochę delikatny. Zaczyna się ze mną szarpać, a ja resztkami sił z nim walczę. Nie dam się skrzywdzić. Zbyt wiele przeszłam w życiu, aby ktoś taki jak on mógł mi zrobić krzywdę.
-Będę się z tobą ostro pieprzył tej nocy. Wszystkie sposoby, jakie tylko istnieją. Mamy całą noc, kochanie. Jesteś tylko moja.- mówił przez zaciśnięte zęby, kiedy przytkał mi usta jakąś chusteczką. Jej zapach powodował, że w głowie kręciło mi się jeszcze bardziej niż dotychczas i ostatnie, co widziałam, to wpadająca do środka postać, a potem ciemność...
_________________________

I oto witam Was w to czwartkowe popołudnie rozdziałem. Co o nim sądzicie? Jak myślicie, kto wpadł do mieszkania? I czy zachowanie Carli się Wam podoba?
Zaraz zrobię ankietę, gdzie będziecie mogli oddać głos, czy czytacie owe opowiadanie. Niezmiernie mi miło, że nadal jesteście ze mną i czytacie to, co dla Was piszę.
Zatem...
5 komentarzy, tak na początek, musi pojawić się minimum, abym ja dodała rozdział, ale TO NIE JEST WARUNEK GŁÓWNY. Dodam, kiedy uznam, że będzie odpowiedni czas. Nie może być jednak mniej niż 5, bo w przeciwnym razie nie będzie go w ogóle... A wtedy będzie mi smutno. :(
haha nie zanudzając
Czytajcie, komentujcie, obserwujcie!
Do napisania,
Wasza Claudia 

06.12.2014

Prolog.

5 komentarzy:
   Wysiadam z samolotu i szybko kieruję się po bagaż. Chwilę potem stoję już na postoju taksówek i łapię pierwszą, którą widzę. Po dwutygodniowym pobycie na Hawajach, wracam do pracy. Dostając odszkodowanie po wypadku zainwestowałam we własna firmę. Nikt z bliskich jednak nie wie, że jestem w tym mieście i że prowadzę jakiekolwiek przedsiębiorstwo. Kto mógłby tak pomyśleć: zwykła, szara myszka, która miała wypadek i nie wiadomo co z nią, zakłada firmę i zaczyna wszystko od nowa. Co najlepsze - jej firma błyskawicznie wspina się na wyżyny i króluje w topowej 10 najlepiej prosperujących firm w Nowym Jorku!
   I kiedy wszystko nabiera szybkich obrotów, postanawiam zwolnić i wyjechać, aby odpocząć. W tym wszystkim jest również facet, którego niedawno poznałam. Czarujący, wysoki, z niesamowicie szarymi oczami. Biznesmen, który zajmuje się finansami mojego przedsiębiorstwa. Jest uwodzicielski, szarmancki, seksowny i ekstrawagancki.
   Taxi zatrzymuje się pod ogromnym wieżowcem na Time Square, a ja wyskakuję z pojazdu i kieruję się do windy. Witam po drodze kobietę na recepcji, a bagaże zostają odebrane od młodego mężczyzny.
-Witamy panią z powrotem. Świetnie pani wygląda.- uśmiecha się słodko, sugerując flirt. Jednakże ja odrzucam jego propozycje i obojętna na starania sunę windą na 23 piętro - ostatnie, które tutaj jest.
Otwieram drzwi i wdycham zapach nowej skóry. Pomieszczenie w stonowanych kolorach, jak całe mieszkanie. Jest proste, klasyczne z akcentem - takim, jakim zawsze chciałam.
-Pani bagaże.- słyszę za sobą, a ja odwracam się na pięcie i wkładam mu za koszulę 100 dolarów.
-Dziękuję za pomoc.- uśmiecham się słodko i odprowadzam wzrokiem zawstydzonego mężczyznę.
Padam zmęczona na skórzaną sofę i zaczynam robić się senna. Zanim jednak ruszyłam wziąć prysznic, zjadłam kanapki, które sama przygotowałam, ponieważ kucharz ma się zjawić tutaj dopiero jutro.
   Kiedy wyszłam spod prysznica, owinięta w sam ręcznik zauważyłam jakąś postać, która przebiegła przez salon prosto do jadalni. Przestraszona złapałam gaz pieprzowy i wolnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Gdy wreszcie tam dotarłam, nie było nikogo. Na dworze zapanował już mrok, a zgaszone światła utrudniały widoczność. Nagle poczułam czyjeś dłonie, dotykające moje nagie pośladki.
-Tęskniłem za tobą, maleńka.- usłyszałam niski, ochrypły głos. Wtedy zrelaksowałam się, bo wiedziałam, że to żaden mi obcy facet, tylko ten, który od pewnego czasu szalał na moim punkcie...

________

Witam po długiej przerwie! Wracam z kontynuacją opowiadania "Womanizer". Nie rozpisuję się, chcę znać Waszą opinię i myśli. Jak wyobrażaliście sobie prolog tego opowiadania? Jak myślicie, co wydarzy się dalej?
Dla ułatwienia mam dla Was dwa zwiastuny. Jeden dłuższy, drugi dłuższy.
Zapraszam do oglądania, obserwowania bloga i komentowania
Dziękuję, że czuwacie i jesteście dalej ze mną.





W zakładkach znajdziecie również różne odnośniki. Miłego czytania, xx ♥
Claudia