21.02.2015

Rozdział 10.

15 komentarzy:
-Musisz to zakończyć i odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie.- rzekła Rosalie i spojrzała na mnie niepewnie. -Wybierz tego, którego podpowiada ci serce, a nie tego, którego chcesz w tej chwili, bo "taka moda".- kontynuuje, bacznie obserwując moją reakcję. Ma rację.  Będąc z obojgiem na raz raniłam ich. Nie potrafię dać im tego, co ode mnie oczekują. Christian- tak, jak nadmieniła Rose, chciałby pewnie niebawem się ustatkować, założyć rodzinę, mieć spokojne życie i mnie przy boku, w przeciwnym razie nie byłby dalej ze mną. A ja? Sama nie wiem, czego chcę. Justin nie jest zadowolony z mojego pomysłu. Nie chce tracić obu, ale w końcu muszę podjąć decyzję: którego z nich wybrać?
-Prześpij się tutaj, nie musisz wracać do siebie. Wiesz, że twój pokój zawsze na ciebie czeka.- przyznaje i podaje mi kubek gorącej czekolady. -Włącz jakiś melodramat, zrelaksuj się i jutro to poważnie przemyślisz. Przy śniadaniu dasz mi odpowiedź.- położyła pocieszająco rękę na mojej i zabierając kubek z herbatą poszła do siebie, zatrzaskując drzwi. Westchnęłam ciężko, czując ulgę. Rozmowa z nią to najlepsze, co mogłam w tej chwili zrobić. Zabrałam więc gorący napój i powoli kierowałam się do siebie. Otworzyłam drzwi i ujrzałam nienaruszone pomieszczenie. Wszystko było tak, jak zostawiłam. Uśmiechnęłam się słabo i ruszając w stronę dużego, białego łóżka zdjęłam buty i  upiłam łyk czekolady. Odstawiłam ją na szafeczkę nocną i rzuciłam się na materac, zamykając oczy. Nie mam siły oglądać żadnych filmów, mam ochotę posiedzieć w ciszy i popatrzeć na panoramę Nowego Jorku z mojego okna. W tym samym momencie przypomniałam sobie o Las Vegas i o widokach rozciągających się u mych stóp. Westchnęłam na samo wspomnienie i pragnęłam znaleźć się właśnie tam, właśnie teraz. Tak właśnie zrobię. Spontaniczny wyjazd tam będzie najlepszą opcją, jaką wybiorę w tej chwili. Dopiłam gorącą czekoladę i opuszczając zadowolona pokój zapukałam do Rosalie.
-Kochana dziękuję ci za wszystko, ale potrzebuję się stąd wyrwać. Lecę do Las Vegas... Tam, gdzie zabrał mnie Justin. Muszę odreagować.
-Wiesz, że odbieram to tak, jakbyś to właśnie jego teraz wybrała?- zachichotała, unosząc się z łóżka.
-Zapewne... Pogadamy, jak wrócę. Dziękuję ci.
-Za co?- uniosła zaskoczona brew i otworzyła szerzej oczy.
-Za to, że mnie nie wywaliłaś z mieszkania, że mi wybaczyłaś, że mi pomagasz, mam wymieniać dalej?- wskazywałam kolejno na palcach zasługi, które jej przypisuję. Dziewczyna się roześmiała i wstała. Przytuliła mnie na pożegnanie, a ja wsiadając do auta wróciłam do mieszkania. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i napisałam krótką wiadomość Marii, a jadąc na lotnisko wybrałam numer do Seleny. Odebrała, mimo tak wczesnej pory. W końcu dobiegała czwarta nad ranem.
-Przepraszam, że tak wcześnie, ale muszę oznajmić, że biorę dwa dni wolnego i wszystkie spotkania, jakie mam przełóż proszę na przyszły tydzień.
-Oczywiście, pani MacCartney. Wszystkim się zajmę. Przekazać tą informację panu Grey, czy pan już wie?- spytała dość profesjonalnym tonem głosu.
-Nie, nie przekazywać. Niech nie wie, gdzie jestem. Za odebranie tego telefonu dostaniesz podwyżkę, o której porozmawiamy, jak wrócę. Przepraszam, że cię obudziłam.
-Nic nie szkodzi, proszę pani. Udanej podróży.

Samolot wylądował około dziesiątej. Wyłączyłam wszystkie telefony służbowe i zaczęłam odpoczynek. Moje taksi już czekało, więc pospiesznie wsiadłam do niego i udałam się do ARIA Resort. Hotel mieści się w środku Las Vegas. Taksówka zatrzymuje się pod drzwiami, gdzie od razu zostaję przywitana przez pracowników.
-Witamy w Las Vegas.- uśmiecha się od ucha do ucha starszy pan, który wyjmuje z bagażnika moje walizki. Ostrożnie odkłada je na wózek i znika z nimi w budynku. Mozolnym krokiem weszłam do środka i moim oczom ukazała się ta sama recepcja, co prawie trzy lata temu. Podchodzę więc do lady i witam recepcjonistkę.
-Ten pokój jest niestety zajęty.- szepcze lekko zestresowana kobieta.
-Mogłabym wiedzieć przez kogo?
-Przykro mi, zabroniono mi udostępniać danych klientów hotelowych.- wystraszona sprawdza ciągle serwer i w końcu proponuje mi apartament na przeciwko tego pokoju. Zgadzam się więc i rozczarowana ruszam na ostatnie piętro pięknego hotelu.
W środku czekają już walizki. Zapalam światła i siadam na skrawku sofy. Przeciągam zmęczoną twarz i rozglądam się dookoła. Apartament jest bardzo podobny do tamtego, różnica jest tylko taka, że to jego "odbicie lustrzane", więc ułożenie pomieszczeń jest odwrotne.
Ciekawi mnie jednak to, kto jest w pomieszczeniu na przeciwko. Nie wszystkich stać na tak drogie usługi, więc bez namysłu ruszyłam to sprawdzić. Wymieniając nazwiska najsłynniejszych osób zapukałam nieśmiało w drzwi. Nagle otworzył mi je on..
-Justin?- szepcze z niedowierzaniem.
-Co ty tu robisz Carla?- pyta również zaskoczony moją obecnością.
-Zatrzymałam się na przeciwko i zastanawiało mnie, kto tu może być. Przez chwilę pomyślałam, że zatrzymała się tu Rihanna, albo Madonna...
-No to cię zaskoczyłem.
-Tak...- zapadła krępująca cisza. -To ja wrócę do siebie, przepraszam, że przeszkadzam.- odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do siebie.
-Hej! Poczekaj.- złapał mnie za rękę i pociągnął lekko w swoją stronę. -Dlaczego zachowujesz się tak, jakbyś rozmawiała z nie wiadomo kim?- wzruszam ramionami, błądząc po pomieszczeniu.
-Justin, muszę przemyśleć parę spraw. Naprawdę to dla mnie ciężkie.- wyrwałam rękę i pobiegłam szybko do siebie. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, ciężko oddychając. Czy moje życie nie może być prościejsze? Wiecznie mam pod górkę.

Budzę się w środku nocy, ponieważ słyszę pukanie. Nie prosiłam recepcjonistki o pobudkę. Wstaję więc z łóżka, zakładam szlafrok i wolno kieruję się do drzwi. Po drodze spoglądam na zegar, który wskazywał północ. Odchrząknęłam przed nimi i otworzyłam je. W nich zastałam Justina ubranego w czarną koszulę z rozpiętymi guzikami, czarną marynarkę, czarne spodnie i do kompletu czarne buty. Jego oczy błyszczały przez przebijający się blask księżyca.
-Tak?
-Dobry wieczór. Przyniosłem butelkę wina na zachętę i chciałbym panią zaprosić na randkę.- uśmiecha się, a ja otwieram szerzej zaspane oczy.
-Teraz?- mężczyzna przytakuje, a ja spoglądam na siebie. -Przecież ja spałam! Nie jestem w stanie teraz wyjść.- wołam przerażona. -A po drugie jest środek nocy.
-Nie zapominaj: to miasto nigdy nie śpi.- to samo powiedział mi, kiedy byliśmy tu pierwszy raz. Zarumieniłam się i westchnęłam, otwierając szerzej drzwi. Bieber wszedł głębiej i odstawił butelkę na szafkę.
-Pięć minut.- rzuca, rozpinając marynarkę. Podskoczyłam jak oparzona i pognałam się przebrać. To nie jest dobry pomysł. Miałam siedzieć tu sama i przemyśleć to, z kim mam być. Tymczasem właśnie szykuję się na randkę z Justinem. Postępuję nie fair w stosunku do Christiana. "Teraz się obudziłaś, księżniczko?" warczy umysł, a ja skupiam się na doborze ubrań. Stawiam na jeansy, elegancką, białą bluzeczkę z żorżety i pasujące do niej buty na lekkim obcasie. Lekko tuszuję rzęsy, myję zęby, czeszę włosy i gotowa używam swoich ulubionych perfum. Wychodzę do hallu i uśmiecham się słabo do Justina.
-Więc chodźmy.- podaje mi swoją dłoń, a ja niepewnie ją chwytam. Kieruję się za mężczyzny, który powadzi nas do windy. Przed budynkiem stoi już czarna, elegancka limuzyna. Justin otwiera przede mną drzwi i czeka, aż wsiądę. Potem zajmuje miejsce obok i niepewnie patrzy na mnie.
-Dokąd mnie zabierasz?- pytam cicho i spoglądam prosto w jego oczy.
-Niespodzianka.- mruczy i uśmiecha się kusząco. Oblizuję usta i patrzę przez okno na mijające budynki. W końcu samochód się zatrzymuje, a Bieber znów wyskakuje i otwiera mi drzwi. Moim oczom ukazuje się skromny lokal, gdzie zapewne coś zjemy.
-Bierzemy na wynos, nie mamy czasu.- rzuca z uśmiechem i chwytając mnie za rękę wbiegamy do lokalu. Podchodzimy do lady, a Justin składa zamówienie.
-Co powiesz na tosty, szampana, watę cukrową i szarlotkę?- wymieniał kolejno, a ja chichotałam jak nastolatka, kiwając tylko głową. Kobieta wykonała zamówienie błyskawicznie przez wysoki napiwek i życzyła nam dobrej nocy. Znów wsiedliśmy do samochodu, a ja chciałam urwać trochę waty.
-Poczekaj. Będziesz jadła jak dojedziemy.- przez myśl przebiegało milion pomysłów. Co on wymyślił tym razem?

Po upływie piętnastu minut byliśmy na miejscu. Dookoła była pusta przestrzeń i tylko jeden, strasznie wysoki budynek znajdował się na moim celowniku. Mężczyzna złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę budowli. W końcu wyszedł nam na spotkanie starszy od nas pan i jego żona.
-Dziękuję, że zdołaliście załatwić to dla mnie tak późną nocą.- uściskał ich jak przyjaciół i cmoknął kobietę w brzuch. Nie wiedziałam o co chodzi, więc grzecznie stałam i przyglądałam się sytuacji.
-Helikoptery z daleka będą was obserwować. Ten balon ma dwa kadłuby, na górze steruje pilot, dół jest wasz. Miłej podróży Bieber.- powiedział mężczyzna i klepnął go w ramię.
-Dzięki wujku.- i znów objął mnie w talii i zaczął kierować za budynek. Wtedy zobaczyłam ogromny balon, który gotowy był do startu.
-O mój boże!- zawołałam zszokowana. -Będziemy tym latać?- pytam, a on przytakuje.- Przecież jest noc, samoloty latają i w ogóle.. To jest..
-Szalone?- chichocze, a ja przytakuję. Źrenice rozszerzają się, a ja wprost nie mogę uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie robiłam czegoś tak zwariowanego. -Chodź.- złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę ogromnego balonu. Pomógł mi wsiąść i po chwili oboje unosiliśmy się nad panoramą Las Vegas. Nad nami słychać było głośny odgłos dmuchawy, która napędzała balon. Wyjrzałam lekko zza barierkę i westchnęłam.
-Pięknie.- szepnęłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Nie boisz się?- pyta zaskoczony Justin, a ja wzruszam ramionami.
-Trochę.- wtedy Bieber podchodzi do mnie i obejmując w pasie, kładzie brodę na ramieniu. Westchnęłam i wreszcie skupiłam się na wacie cukrowej. Oderwałam kawałek i zaczęłam ją jeść. Czułam się jak nastolatka, która jest na randce z największym szkolnym ciachem. Ah! Co zrobić? Christian nie zabierał mnie na takie randki. Z nim pojawiałam się służbowo. On preferował niespodzianki w sypialni. A Justin? Mimo tego całego "bycia biznesmenem", znajdował czas na to, aby być zwykłym facetem, zapraszającym kobietę na randkę. Mam mętlik w głowie, ale moje serce podpowiada mi tylko jedno imię. Kogo wybiorę?
____________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Nie pisałam długo, ponieważ miałam ferie + chciałam trochę odpocząć. Nie wiedziałam, jak sklecić rozdział, żeby miał sens. Usuwałam go jakoś 5 razy i pisałam od nowa... Mam nadzieję, że jednak i tak Wam się spodoba.
Dziękuję za to, że spełniliście mój "wymóg" (czyt. 15 komentarzy), więc zostawiam tą regułę i jeśli będzie pod tym rozdziałem 15 rozdziałów, to dodam kolejny. ;)

15 KOMENTARZY= ROZDZIAŁ 11.

Jak myślicie, kogo w końcu wybierze Carla? Piszcie w komentarzach. Buziaki, Claudia! ♥

03.02.2015

Rozdział 9.

16 komentarzy:
Biegłam przez Central Park. Musiałam się rozluźnić. Jest parę minut przed czwartą. Nowy Jork powoli budzi się do życia, a ja postanowiłam zrobić sobie jogging. Śnił mi się Justin i Christian. Byliśmy w ogromnym pokoju, gdzie czuć było zmysłowy zapach skóry. Stali po obu stronach łóżka i przyglądali się mojemu nagiemu ciału. Sami byli rozebrani i nieźle rozgrzani. Przykuli mnie do ram łoża i kiedy tylko się zbliżyli, czując ich dłonie na ciele, obudziłam się całkowicie zdyszana i zdezorientowana. To był jeden z najdziwniejszych snów, jakie w życiu miałam. Musiałam się odstresować. Przed oczami widziałam naszą trójkę robiącą różne rzeczy w łóżku... Przez chwilę się rozmarzyłam, myśląc, że to dobra opcja, ale chwilę później moja intuicja się budzi i dostaję pięścią w twarz. "Żadnego trójkąta, nimfomanko!" krzyczy, a ja zatrzymuję się gwałtownie. Nie jestem nimfomanką, do cholery! "Jeśli się zgodzisz na trójkąt, to nią będziesz!" głosi i siada na fotelu, czekając na moją reakcję. Przecież ludzie to robią i nie ponoszą żadnych skutków prawnych. To normalna forma przyjemności sprawianej przez człowieka...
Jestem kretynką. Jaką ja drogą idę, że moje myśli są tak popaprane?! Skąd w ogóle ten pomysł! Żadnego trójkąta, wykluczasz to, już! Natychmiast Carla!
Siadam na pobliskiej ławce i pochylam się, opierając łokcie o kolana. Spojrzenie wlepiam w ziemię i oczyszczam się z wszelkich złych myśli. Jestem Carla MacCartney. Nie będę wchodzić w żadne głupie układy. Oboje mnie pragną, więc oboje mnie będą mieć.

-Selena wszystko przygotowane?- pytam szybko, podpisując ostatni dokument. Czarnooka potakuje i odbiera kartki ode mnie. Wkłada je do segregatora, odkłada na półkę, a ja pospiesznie dopisuję ostatnie zdanie w umowie.  Wręczam jej szablonowy wygląd nowego magazynu i odsyłam ją do działu graficznego. Nowy miesięcznik ma wyjść już za tydzień, dlatego jest szał w przygotowywaniu go i dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik. Spoglądam na zegar, który wskazuje dwunastą w samo południe. Postanawiam zadzwonić do Christiana. Po paru sygnałach odbiera.
-Hej.- szepczę niepewnie do słuchawki. -Wybierasz się może na lunch?- pytam, stukając nerwowo o blat biurka.
-Przykro mi, ale za pięć minut mam spotkanie. Może o 14?
-O czternastej nie mogę.- wzdycham zmarnowana. -Wywiad do gazety.- tłumaczę. -Wieczór?
-U mnie.- informuje i się rozłącza, a mięśnie na dole zaczynają się zaciskać. Zaczerpuję głęboko powietrza i wolno je wydycham. Dzwonię więc do Rosalie. Ta odbiera już po dwóch sygnałach i jest ucieszona, słysząc mój głos.
-Hej kochana.- wołam do słuchawki na przywitanie. -Masz czas na lunch?- pytam, wyłączając laptopa.
-Hej, oczywiście, że tak. Gdzie?
-Eisenberg's Sandwich.- odpowiadam grzecznie, a po drugiej stronie rozbrzmiewa się szok.
-Tak bogata i sławna osoba w takiej knajpie?- rzuca z niedowierzeniem, a ja zwężam oczy.
-Zawsze tam jadam!- wołam w odpowiedzi, a kobieta żegna się ze mną. Łapię więc kluczyki od samochodu i wychodzę z biura, informując po drodze Selenę o dalszych planach na dzień dzisiejszy.
Wsiadam do auta, odpalam silnik i ruszam na piątą aleję, gdzie mieści się knajpka. Podają tam wspaniałe jedzenie. W niej również kręcono scenę do najnowszego Spiderman'a 2.
Kieruję się do zachęcającego wyglądem lokalu. Panuje tutaj niewielki ruch, więc spokojnie odnajduję niską dziewczynę z wielkimi, niebieskimi oczami. Uśmiecham się do niej ciepło i zajmuję miejsce obok. Zamówiłyśmy danie dnia i czekając na nie żywo plotkowałyśmy.
-Zrobiłaś to specjalnie.- wołam, odbierając od kobiety kubek z herbatą. Spoglądam kątem oka na przyjaciółkę, która nie za bardzo rozumie, o co mi chodzi. -Wczoraj.
-Aaaaaaaaa...- mówi wolno i uśmiecha się podstępnie. -Tak, zrobiłam to specjalnie. Wiedziałam, że tego potrzebujecie.- rzuca, wzruszając ramionami. -Nie myliłam się, prawda?
-Oh, Rose...- wzdycham, mieszając łyżką gorący napój. -Jak ty mnie znasz...- dodaję, beznamiętnie patrząc się w przestrzeń.
-Co się wydarzyło?- pyta, a ja rozglądam się dookoła. Kiwam głową tylko, widząc paru dziennikarzy w otoczeniu. Wskazuję na nich oczami, a przyjaciółka potakuje głową. Dostajemy pysznie wyglądające spaghetti i zajmujemy się jedzeniem. Czas płynie beztrosko i nim się oglądam, dobiega czternasta. Zrywam się z krzesła, żegnam szybko czarnowłosą i wybiegam z knajpki, wcześniej płacąc za nas obie. Wsiadam do samochodu i jadę prosto do redakcji Elle. Witają mnie uprzejmie i prowadzą w odpowiednie miejsce. Wita mnie uroczy dziennikarz i siada na przeciwko mnie. Przedstawia się i wiruje we mnie swoim dociekliwym spojrzeniem. Oh, wszyscy są tacy sami.
-Więc, jak pani znajduje czas na związek?- pyta, notując wszystko, co usłyszy. Rzadko kiedy patrzy w moją stronę, lecz na tym pytaniu uwagę poświęcił tylko mi.
-Cóż...-zaczęłam niepewnie i pomyślałam o Justinie. -Jest ciężko.- dodaję i próbuję dobrać dobrze słowa. -Nawet bardzo..- przebiegam przez  wszystkie kłębiące się myśli i docieram do sedna. -Ale wieczorami jestem w mieszkaniu i wiem, że nie jestem w tym wszystkim sama. Mam obok siebie wspaniałego mężczyznę, któremu wiele zawdzięczam.- uśmiecham się zdawkowo do mężczyzny, który znów pochłonięty był notatkami. Opieram się więc zrezygnowana o oparcie i odpowiadam na resztę pytań, myślami biegnąc do Justina.
O siedemnastej witam w mieszkaniu. Maria przygotowała lekki obiad, została na nim, a potem posprzątała. Wręczyłam jej czek, który był wypłatą i podziękowałam za wszystko, co robi. Ruszyłam do łazienki i stojąc przed lustrem spojrzałam na odbicie. Ta sama dziewczyna... Dlaczego doszło jej tyle spraw, które musi rozwiązać? I kiedy zdejmuję z siebie biżuterię, słyszę dzwonek do drzwi. Idąc w ich stronę napisałam do Christiana, że będę u niego o 19. Kiedy otworzyłam je, moim oczom ukazał się Justin. Miał rozpiętą koszulę, zarzuconą na ramię marynarkę, spodnie od garnituru i idealnie wypastowane lakierki. Przybrał seksowną minę, a opierając się ręką o framugę drzwi... Wyglądał...
-Cześć..- szepczę ledwo słyszalnie. Zabrakło mi tchu. Wyglądał tak seksownie...
-Nie przyszedłem tutaj na pogawędkę.- mruknął i wchodząc szybko do mieszkania, zatrzasnął drzwi i zamknął je na klucz. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, a on nie mówiąc nic rzucił marynarkę na podłogę i popychając mnie na ścianę, przywarł do mojego ciała i dysząc powiedział:
-Tak ma to wyglądać?- i pocałował mnie namiętnie, ostro i ani troche nie czuć było w tym delikatności. To, co się działo przerosło moje oczekiwania. Bieber uniósł mnie do góry, a ja przeplotłam nogi przez pas. Kierowaliśmy się w stronę sypialni. Musiał wiedzieć, że dziś wybieram się do Christiana i że go tu nie ma. Inaczej by nie przyszedł.
Zdarłam z niego koszulę, a on pozbawił mnie zwiewnej sukienki. Ściskał moje piersi i gryzł skórę, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. To było takie niespodziewane. Cała sytuacja doprowadziła mnie do szaleństwa, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie mogą być tego skutki. Pieprzyć to! Liczy się ta chwila.
Po osiemnastej poszłam wziąć prysznic. Założyłam najseksowniejszą bieliznę, jaką miałam i do tego obcisły top, dopasowane jeansy i trampki. Wyszłam z łazienki i spostrzegłam ubierającego się mężczyznę.
-Tak.- odpowiadam na jego wcześniejsze pytanie. Podnosi wzrok i patrzy mi prosto w oczy. Nie rozumiejąc o co mi chodzi, czekał na wyjaśnienie. -Tak, właśnie tak ma to wyglądać.

Łapę taksi i kątem oka patrzę na odjeżdżające auto Biebera. Patrzy uważnie przed siebie, a ja wsiadam do samochodu i podaję adres, pod który ma się udać. Punktualnie o dziewiętnastej witam w apartamencie Christiana. Jest surowe, nowoczesne i chłodne. Idealnie do niego pasuje - kiedy jest normalnym, beztroskim kawalerem. W sumie, to ma mnie, ale nie jesteśmy małżeństwem.
Witam go, całując w policzek i idę za nim w stronę jadalni. Tam czeka na nas przygotowana kolacja. Siadam więc w wyznaczonym przez niego miejscu i patrzę na pyszności, które porozkładane są na stole.
-Ty..
-Nie.- uśmiecha się głupio i siada. Cóż, on również ma ludzi od tego, aby gotowali, sprzątali i opiekowali się mieszkaniem. Dość zaufanych ludzi, bo... To, co on tutaj ma i co robi, jest... Dość nietypowe. Jak już mówiłam...  Jest kontrolerem we wszystkich dziedzinach, uwielbia dominować, co za tym idzie...
-Smakuje?- pyta, kiedy przełykam kęs tortu angielskiego.
-Pyszny.- mruczę i przygryzam prowokująco wargę. Trzepocząc w jego stronę rzęsami odsuwam pusty talerz. Kolacja jak i deser były wyśmienite. Upiłam więc duży łyk wina i ciągle przyglądałam się Christianowi. To nienormalne. Dlaczego ja to robię? Krzywdzę go. Krzywdzę Justina, bo jestem popieprzoną kobietą z problemami. Nie potrafię wybrać jednego i teraz będę pieprzyła się z obojgiem? Super... Kuźwa.

Leżymy w łóżku i patrzymy na siebie, głaszcząc po nagich ciałach.
-Kocham cię..- szepnął, a moje serce pękło na tysiące kawałków. Powiedział to... Pierwszy raz. Mężczyzna, który swoje uczucia krył przed światem i rzadko kiedy okazywał ci TAKĄ czułość. Powiedział te dwa magiczne słowa, które doprowadziły cię do łez. Grey ociera spływające po policzku łzy i podciąga mnie wyżej.
-Ej, co się stało?- szepcze do ucha, całując skórę obok. Nie odpowiadając, po prostu łkam cicho w jego rozżarzony tors. Gdybyś wiedział, co robię za twoimi plecami, na pewno nie byłbyś zadowolony. I czuję, że nie mogę tego więcej robić. Nie mogę okłamywać ich obu. Muszę to skończyć. Wybrać jednego i nie krzywdzić ich obu. Całuję delikatnie Christiana, jakby od tego miało zależeć moje życie i dotykam go w miejsce, gdzie leży serce.
-Muszę przemyśleć..- mówię między pocałunkami. -Też cię kocham, robię to dla ciebie.- i kończę kolejnym, subtelnym pocałunkiem. Schodzę z łóżka, ubieram zgubione po drodze ubrania i wybiegam z mieszkania. Jadę do Rosalie.
Wpadam do jej mieszkania, rzucam jej się na szyję i najzwyczajniej w świecie płaczę. Jest północ i dziękować Bogu za taką osobę jak ona, przyjęła mnie do siebie i parząc ulubioną herbatę, ugościła mnie w moim dawnym pokoju, który był nienaruszony.  Opowiedziałam jej wszystko o tym, co czuję do Biebera i Greya. Powiedziałam też, że to najtrudniejszy moment w moim życiu i nie wiem, co mam z nim zrobić. Rosalie słuchała uważnie każdego mojego słowa. Dodawała uwagi i komentowała moje poczynania.
-Skąd pomysł na trójkąt?!- wrzasnęła oburzona.
-Justin przy śniadaniu, po telefonie Christiana..
-Rozumiem.- i kontynuowałam swoją historię. -I tak po prostu postanowiłaś go zostawić po seksie i przyjechać do mnie, bo już dłużej nie mogłaś wytrzymać?- patrzy z niedowierzaniem, a mnie jest strasznie wstyd.
_____________________
No i mamy rozdział 9. Zamieszanie, tak jak planowałam. Ciekawe, co wymyślę dalej hahaha...
Co sądzicie?
Liczę na Wasze komentarze!
Podnoszę poprzeczkę!
15 KOMENTARZY= ROZDZIAŁ 10. 
To dla Was nic, bo 10 komentarzy dodajecie błyskawicznie, więc myślę, że się nie zawiodę.
UWAGA!!!
Chciałabym też Was gorąco zaprosić na mojego drugiego bloga:
*KLIKKLIKKLIK*
A teraz do nastepnego rozdziału, buziaki!:*